Słabość Władimira Putina do pozowania dla fotografów znana jest nie od dziś. Ostatnio jednak zamiast obnażania torsu rosyjski premier woli się pokazywać w towarzystwie czworonogów. Po tygrysach syberyjskich nadeszła kolej na tuwińskie kuce - zauważa DZIENNIK.
Okazja nadarzyła się w ostatni weekend, który Putin spędził w graniczącej z Mongolią republice. Mimo napiętego grafiku i braku czasu polityk nie mógł narzekać na brak wrażeń. Pierwszego dnia Putin zdążył spłynąć pontonem po jednym z rwących dopływów Jeniseju, pójść na ryby oraz zarządzić nocleg przy ognisku.
Od rana ekspedycja, w której udział brał Siergiej Szojgu, pochodzący z Tuwy minister ds. sytuacji nadzwyczajnych, ruszyła na piechotę w góry. Na jednej z przełęczy nastąpiło "przypadkowe" spotkanie z miejscowymi muzykami. Przyglądający się początkowo z boku koncertowi Putin po kilku minutach chwycił leżący w trawie bęben i zaczął go zaciekle okładać.
"Po prostu wstrząsające. Fantastyczne" - miał mówić w drodze powrotnej do Moskwy.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Powiązane