Doda zapowiedziała w rozmowie z "Newsweekiem", że będzie się od wyroku sądu odwoływać. I nie chodzi tu o wysokość grzywny - pięć tysięcy złotych - ale o walkę o to, by nikt nie musiał płacić za to, co myśli.

Reklama

Po tym procesie jeszcze bardziej utwierdziłam się w przekonaniu, że wierząca raczej nie będę i swojego dziecka też raczej nie ochrzczę - powiedziała piosenkarka, ale po chwili wyjaśniała, że tak naprawdę wcale nie chce mieć dziecka.

Doda odpierała zarzuty, że kontrowersyjna wypowiedź i cały proces jest jej na rękę ze względu na rozgłos. Przekonywała, że komu jak komu, ale jej dodatkowej reklamy nie potrzeba, bo to byłoby tak, jak gdyby ktoś chciał bardziej rozpromować coca-colę. Cały proces zaś przypominał jej mszę. Czułam się tak, jakby apostołowie wysłali do niej (sędzi - przy. red.) faks z nieba, w którym było napisane, że są na mnie - stwierdzała wokalistka.

Co to jest "Guardian"?

Dziennikarka tygodnika próbowała zapytać Dodę o komentarz, na jaki pozwolił sobie brytyjski dziennik "Guardian". Co to jest "Guardian" - bez wahania zapytała Doda. Na wyjaśnienie, że mowa o jednej z największych brytyjskich gazet, odpowiedziała: Nie znam się na tym. Nie obchodzą mnie brytyjskie dzienniki. Choć dodała, iż zdaje sobie sprawę, że piszą o niej jako o obrończyni wolności słowa, a o Polsce jako o kraju zacofanym.

Piosenkarka wyznała, że my, by większość roku mieszkać poza Polską. Emigrację doradziła też młodym ludziom z talentem. Przekonywała, że nad Wisłą nikt nikogo nie docenia, a tylko wciąga do szeregu i porównuje do innych. Wiem, co mówię, bo to wszystko przeżyłam - dodała.

Dopytywana, kto i w jaki sposób zabrania jej się rozwijać, przyznała, że nie odpowiada jej polska mentalność i tego, że prawie każdy Polak ma taką minę, jakby miał - jak stwierdziła - gówno pod nosem.



Śniadania, k...a, będę robić

Kiedy Magdalena Rigamonti dopytywała, co takiego Doda ma w planach robić za granicą, wokalistkę nieco poniosły nerwy. Śniadania, k...a, będę robić. Ależ to jest polskie pytanie! Jeszcze proszę dodać, że mi się nie uda i że jest trudno, i nie poradzę sobie w obcym kraju - ironizowała.

Gdy dziennikarka zapytała Dodę, dlaczego na nią pokrzykuję, artystka tłumaczyła, że taki ma styl rozmowy. Przywykłam, że za każdym razem ktoś mnie atakuje, więc odpieram atak i może dlatego mówię takim tonem. A może przejęłam codzienny ton Polaków? - zastanawiała się.

Stwierdziła też, że wielu polskich artystów gratuluje jej decyzji o wyjeździe. Jak mówiła, zapewne zazdroszczą jej, że potrafi wziąć byka za rogi.

O, pan Palikot do mnie napisał

W czasie rozmowy Doda dostała SMS-a, jak się okazało, od Janusza Palikota. Zapewniała jednak, że poza żarcikami i luźną rozmową, nie ma nic poważnego.

Reklama

Na pytanie, czy Janusz Palikot chciałby, by go publicznie poparła, Doda odpowiedziała, jasno stawiając sprawę: Może by i chciał, ale wie, że nic z tego nie będzie. Nie zamierzam angażować się w politykę.

Wyjaśniła też, skąd taka twarda deklaracja. Nikt tu niczego nie docenia. Wdzięczność umiera pierwsza - stwierdziła wokalistka, której ojciec w czasie ostatnich wyborów parlamentarnych bezskutecznie starał się o mandat z listy PJN.