- Nie dość, że jej ukochany Adam „Nergal” Darski zmaga się z białaczką, to sama wokalistka też ma poważne problemy. W piątek musiała przerwać koncert w Grudziądzu, bo zrobiło jej się słabo. Może pora na dłużej odpocząć od wyczerpującego show-biznesu?

Reklama

W poprzednim tygodniu Doda wychodziła na scenę trzy razy. Najpierw w Warszawie na imprezie 4fun.tv, potem zaśpiewała właśnie w Grudziądzu, a w sobotę niezrażona swoją niedyspozycją pojechała na koncert do Przęsławic pod Grójcem. Wokalistka zbagatelizowała własne problemy ze zdrowiem. – Wczoraj „zaliczyłam” świetny koncert w Grudziądzu. (...) Dziś jadę do Grójca i mam nadzieję, że ten beznadziejny pod względem pogody dzień skończy się zaj... – napisała Doda w sobotę w internecie, nie wspominając wcale o zasłabnięciu.

Widocznie fakt, że konieczna była interwencja lekarzy z karetki pogotowia, nie był dla niej dzwonkiem ostrzegawczym. A może warto zwolnić tempo? Przecież ostatnio Dorota przeżyła kilkanaście niewiarygodnie trudnych tygodni, podczas których ofiarnie wspierała narzeczonego w walce z nowotworem. Wyraźnie zmizerniała i schudła trzy kilo. Próbowała zregenerować nadwątlone siły w sanatorium, ale widocznie pobyt tam był zbyt krótki. Na wieść o tym, że znalazł się dawca szpiku dla Nergala, Doda odżyła i znów rzuciła się w wir pracy. Chyba jednak przedwcześnie...

Co gorsza gwiazdę czeka kolejny wyczerpujący weekend. Od piątku Doda i jej zespół dadzą koncerty kolejno w Zgorzelcu, Kołobrzegu i Lesznie. W ciągu kilku dni pokona ponad tysiąc kilometrów i na pewno da z siebie wszystko podczas występów – jest z tego znana. Tylko czy jej wycieńczony organizm wytrzyma taką dawkę wysiłku?

>>> CZYTAJ TAKŻE: "Janachowska i Liszowska w takich samych sukienkach"