Część badaczy podejrzewa, że to gigantyczny sum, który atakuje ludzi. Inni z kolei twierdzą, że to prehistoryczny rekin słodkowodny, który przetrwał epokę lodowcową i żyje sobie w jeziorku do dzisiaj. "Wykopaliska potwierdzają tę wersję. Znaleźliśmy wiele skamieniałych zębów i kości prehistorycznych ryb" - mówi "Komsomolskiej Prawdzie" Walentyn Wołontai z instytutu archeologii w Ukraińskiej Akademii Nauk.
A raporty o potworze pojawiają się już od XIX wieku. Sołtys tłumaczył się carskiemu gubernatorowi w Warszawie, że nie płacą podatku od ryb przez straszliwego węża, który w jeziorze pożera ryby i atakuje rybaków. Carskie władze chciały zbadać potwora, ale wybuchła I wojna światowa, a potem władze radzieckie miały już inne problemy.
Nawet hitlerowskim uczonym nie udało się odnaleźć potwora, choć szukały go zespoły płetwonurków. Ostatni raz widziano go, gdy zaatakował pasterza. Jeden z mieszkańców wioski pasł konie nad jeziorem. Położył się na trawie, a z jeziora wyszedł krodylowaty potwór. Obwąchał Stiepana. Ten zaczął krzyczeć. Bestia otworzyła tylko bezzębną paszczę, zasyczała i uciekła.