Jesus Rodriguez ze straży pogranicza chciał zatrzymać do kontroli drogowej półciężarówkę F150 z dziwnie pogiętą tablicą rejestracyjną. Kierowca nie zatrzymywał się, więc Jesus ruszył za nim w pościg. W pewnym momencie w pickupie zgasły światła. Pogranicznik stwierdził, że kierowca mu umknął, więc z dalszego pościgu zrezygnował.
Jednak nie widział Meksykanina wyłącznie dlatego, że on sam wyłączył światła. Ten ciągle pędził przed siebie na ślepo, co do dobrych decyzji nie należało, o czym przekonał się po
chwili. Gdy próbował wjechać na stromy wjazd na autostradę, nie trafił w drogę. Spadł z nasypu i wielokrotnie dachował. Marihuana, którą przewoził na pace, wystrzeliła jak z procy i
rozsypała się po okolicy.
Kierowca odpiął pasy i kuśtykając, pomaszerował przed siebie. Miał pecha, bo znów trafił na Jesusa. Strażnik złapał go już bez większych problemów. Przemytnik trafił do lokalnego
szpitala. A gdy wyzdrowieje, ma zostać deportowany.
Tylko dlatego że wypadek zdarzył się w nocy, miejscowa młodzież nie zdążyła zareagować - donosi gazeta "Tuscon Citizen".