>>> Polityczny skandal na koncercie Polaka

Reklama

Nie wolno, moim zdaniem, łączyć sztuki z polityką. Najlepiej dla artysty jest, jeśli stoi obok spraw politycznych, nie angażując się w nie. Oczywiście, każdy z nas, także ludzie sztuki, mają swoje poglądy polityczne, co więcej - należy je mieć, popierać jedne rzeczy, a przeciwko innym protestować. Ale swoich przekonań nie powinno się demonstrować na estradzie koncertowej. Ludzie kupili bilety po to, by posłuchać wspaniałej muzyki, a nie wystąpień politycznych artysty.

Owszem, Zimerman jest obywatelem świata, ale swoje poglądy powinien zachować zdecydowanie dla siebie. Jeśli już tak bardzo chciał się podzielić nimi ze światem, to mógł udzielić wywiadu albo sam napisać jakiś artykuł lub pojawić się w telewizji. Tyle tylko, że wystapić jako mówca. Na jego miejscu nie łączyłbym polityki ze sztuką.

Nie sądzę jednak, by sytuacja, która powstała podczas koncertu Krystiana Zimermana w Los Angeles, mówiąc kolokwialnie - "zespuła rynek" innym polskim muzykom, którzy chcieliby w przyszłości koncertować w USA.