Britney Spears cieszy się, że straciła opiekę nad dziećmi - tak twierdzą jej najbliżsi przyjaciele. Piosenkarka wyznała im, że "ma w nosie" decyzję sądu, który przyznał prawo do opieki nad jej synami - Seanem Prestonem i Jaydenem Jamesem - jej byłemu mężowi Kevinowi Federlinowi.
Jej przyjaciele byli w szoku. Jeden z nich opowiedział o wyznaniach Brit magazynowi "OK.!". Wspomniał również, że po wyjściu z sądu Britney wcale nie była załamana. Przeciwnie - śmiała się, żartowała i wyznała, że nigdy nie zależało jej na dzieciach.
Świadkowie relacjonują, że Spears wyglądała, jakby kamień spadł jej z serca, że nie musi już opiekować się synami. Teraz więcej czasu będzie mogła poświęcić swojemu ukochanemu psu, Londonowi. "Britney pozwala brać na ręce dzieci każdemu, kto tylko chce, ale jej psa mogą dotykać tylko wybrani" - opowiadał jej znajomy.
Zachowanie Britney jest faktycznie zadziwiające i paskudne, ale współczujemy jej takich przyjaciół - małych donosicieli.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|