W tym roku pani Kasia obchodzi jubileusz 20 lat pracy na scenie oraz 40. urodziny. Czy będzie to przełomowy moment w jej życiu? O tym wszystkim opowiedziała w wywiadzie dla "Faktu".

Reklama

W tym roku kończy pani 40 lat. To taka magiczna liczba...

Tak zwana "Czterdziestka" w ogóle nie jest dla mnie jakimś symbolicznym hasłem. Każdy podchodzi do swoich okrągłych urodzin tak jak czuje i lubi. Dla niektórych jest to może magiczna granica. Dla mnie akurat nie. Można czuć się starszym człowiekiem, mając dwadzieścia kilka lat i można żyć energicznie, aktywnie i młodo mając lat 50 czy 60. Zawsze byłam i jestem osobą pogodną, żyjącą intensywnym życiem.

Ma pani dystans do siebie?

Poczucie humoru jest jedną z rzeczy, które cenię sobie najwyżej.Tak, mam dystans i lubię żartować z samej siebie.

Czuje się pani spełniona jako artystka?

Myślę, że tak. Pracuję konsekwentnie od 20 już lat i absolutnie nie mogę narzekać na brak pracy, czy brak poczucia spełnienia zawodowego. Wręcz przeciwnie. Pracuję na co dzień w teatrze, wciąż gram koncerty, wydaję kolejne płyty. W pełni realizuję się twórczo jako kompozytorka, autorka tekstów i wokalistka. Prowadzę sympatyczne show telewizyjne, które od 5 już lat cieszy się uznaniem widzów.

To może jest pani pracoholiczką?

Stanowczo nie. Cieszę się, że dużo pracuję, ale zawsze pilnuję granic, by nie ucierpiała na tym moja rodzina.

Robiąc jednak tyle rzeczy, trzeba mieć w sobie dużo siły. Co pani daje tę siłę?

Moi najbliżsi i szczęśliwa rodzina. Także poczucie dobrego wykształcenia i własnej wartości w zawodzie. Optymizm i pogodna natura, w jaką wyposażyli mnie moi rodzice. To daje wielką siłę w razie ewentualnych życiowych zakrętów. Staram się unikać konfliktów, żyć w zgodzie ze sobą i najbliższym otoczeniem. Każdy miewa gorsze dni, problemy, zarówno w życiu osobistym, jak i w pracy. Nie zwykłam karmić się negatywnymi emocjami i oduczam od tego innych.

Umie się pani śmiać z siebie na scenie?

Poczucie humoru bardzo pomaga aktorom. Choć kobiety aktorki często wolą być piękne, zadbane, podziwiane. Boją się zagrać w komedii, w roli groteskowej kretynki lub brzyduli. Dobrze zagrać farsę to trudna sztuka! Ja takich oporów nigdy nie miałam. Nie boję się tego zagrać, bo po to jest komedia. Nie można wstydzić się być śmiesznym.

A czego się boi Katarzyna Skrzynecka?

Boję się ludzi dwulicowych i wrednych. Omijam tych, którzy po trupach dążą do celu, niszcząc wszystko i wszystkich dookoła.

Reklama

Jest pani spełniona jako kobieta?

Tak. I bardzo się z tego cieszę.

Wkrótce przypada pierwsza rocznica pani ślubu. Co najbardziej ceni pani w swoim mężu?

Wielki spokój, uczuciowość, pogodę ducha i nasze partnerstwo.

Co sądzi pani o operacjach plastycznych? Dla aktora ciało jest przecież narzędziem pracy. Chciałaby pani coś w sobie zmienić?

Nie jesteśmy idealni i w tym nasz urok! Operacje plastyczne są uzasadnione, jeśli mogą uleczyć kogoś z jakiegoś dyskomfortu czy nękającego go kompleksu. Gorzej, jeśli niektórzy od tego się uzależniają... W niczym nie należy popadać w przesadę.

Kiedy pojawi się pani nowa płyta?

Kończymy nagrania ostatnich trzech utworów w studio w Poznaniu. Mam nadzieję, że tuż po wakacjach album znajdzie się w sprzedaży.

Czymś nas pani zaskoczy na tej płycie?

Mam zaszczyt pracować z niezwykłymi międzynarodowymi gośćmi, takimi jak Jud Friedman, który jest kompozytorem piosenek Whitney Houston w musicalu "Bodyguard" oraz Steve Dorff – kompozytor piosenek m.in. Celine Dion. Mam nadzieję, że piękna muzyka i dobre nowoczesne aranże ucieszą zmysły słuchaczy.

>>> Małgorzata Kożuchowska świętowała urodziny