Film zbierał dotąd niemal same miażdżące opinie. Trochę usprawiedliwiać Vegę próbował jedynie Michał Oleszczyk, krytyk filmowy, były dyrektor Festiwalu Filmowego w Gdyni i były zastępca dyrektora TVP ds. repertuaru filmowego.

- Jest w kompulsywnym ekshibicjonizmie i grafomanii Vegi coś oczyszczającego: nie widzę innego twórcy, który np. z taką konsekwencją pokazywałby seksizm polskich pracodawców, jednocześnie tak mocno emancypując kobiece bohaterki - pisał Oleszczyk na Facebooku, dodając, że „idealnym odbiorcą filmu jest wyborca Kukiz'15” i choć „to nie jest dobry film”, to „nie jest to też zły film dla nikogo”.

I rzeczywiście - szybko się okazało, że ostatnią rzeczą, jaką można powiedzieć o „Botoksie”, to że jest filmem „dla nikogo”. W premierowy weekend produkcję Vegi obejrzało bowiem blisko 712 tysięcy widzów. To najlepsze otwarcie roku, a przy tym drugie najlepsze otwarcie w historii polskiego kina.

Patryk Vega triumfował. - Dziękuję Wam, że poszliście na mój film, chociaż mówiono Wam, byście tego nie robili. Cieszę się, że od tej chwili to Wy będziecie mówić o „Botoksie”, bo nie zagłuszy Was żadna kłamliwa, pisana na zlecenie recenzja - napisał na Facebooku.

Do wyniku frekwencyjnego odniósł się także jeden z najbardziej cenionych krytyków filmowych, czyli Tomasz Raczek.

- Rekordowe otwarcie „Botoksu”, czyli ponad 700 tysięcy widzów w ciągu pierwszych 3 dni wyświetlania, świadczy o tym, że styl Vegi (jak niegdyś styl Barei) został zaakceptowany przez polskich widzów i nie zamierzają oni więcej kruszyć kopii o to, czy to dobre kino, czy złe. Po prostu jest ono na ich miarę i chętnie będą oglądać ten i następne filmy napisane, wyreżyserowane i wyprodukowane przez Patryka Vegę - orzekł Raczek na Facebooku.

W tym samym wpisie dziennikarz postanowił ocenić sam film: - To ani komedia, ani żenada, ani paszkwil na kobiety. Ma silny rys kina autorskiego, niepoddającego się gatunkowym definicjom. Chwilami ogląda się go jak chaotyczny emocjonalny paintball, a chwilami zaskakuje błyskotliwymi puentami, niespodziewanym smakiem groteski, a nawet serwowaną na zasadzie "deus ex machina" - liryką.

Raczek między słowami zasugerował także, że kobiety oburzone filmem najwyraźniej nie mają dość poczucia humoru.

- Nie dopisywałbym „Botoksowi” antyaborcyjnych intencji ani seksistowskiej brawury. Jeśli już, to najokrutniejszy jest on przecież dla mężczyzn, których ośmiesza po całości. Jednak ci ostatni jakoś się za to nie obrażają. Może mają więcej poczucia humoru na swój temat? - pyta krytyk retorycznie.