Anna Sobańda: Jesienna nowość stacji TVN, czyli „Aplauz, aplauz!” zastępuje program „Mali Giganci”, który spotkał się z licznymi głosami krytyki. Skąd decyzja o wyprodukowaniu kolejnego show z udziałem dzieci?

Edward Miszczak: A kto krytykował „Małych Gigantów”?

Na przykład Dorota Zawadzka

No właśnie, Dorota Zawadzka i Agata Młynarska, czyli panie, które kiedyś pracowały w dziecięcych programach, a już nie pracują. To jest nieszczere. Jak ktoś kiedyś z nami pracował, a teraz już nie pracuje, to taka krytyka jest przejawem tęsknoty za stacją. (śmiech)
Żeby one już nie mały powodów do krytykowania, w nowym programie pojawiła się Małgosia Ohme, która jest psychologiem dziecięcym. Zresztą przy programie „Mali Giganci” także pracowała dwójka psychologów, dbających o komfort psychiczny dzieci. W „Małych Gigantach” faktycznie dzieci czuły rywalizację, natomiast w „Aplauz, aplauz!” one występują na scenie z mamą, tatą, babcią lub dziadkiem. To niesamowite, jak bardzo widać w trakcie tych występów silne więzi pomiędzy tymi dzieciakami, a ich bliskimi. To wspaniały program.

Jesienią z anteny TVN znika zupełnie Małgorzata Rozenek. Czyżby przestała być gwiazdą stacji?

Nie, Małgosia Rozenek jest naszą wielką gwiazdą i ona nie znika, tylko pracuje nad zupełnie nowym programem, który pojawi się na antenie w styczniu. Tak więc jesień to dla niej czas produkcji.

Ale „Piekielny hotel”, który prowadziła jednak się nie sprawdził.

Nie tyle się nie sprawdził, co pojawiły się problemy komercyjne. Był partner komercyjny, do którego należała licencja, a z którym się nie porozumieliśmy. Dużo by opowiadać. Na razie zawiesiliśmy produkcję tego formatu, może do niego wrócimy w przyszłości. Na razie mamy własną koncepcję, którą możemy realizować bez pośredników.

A dlaczego z anteny spadł wskrzeszony po długiej przerwie program „Mamy Cię!”?

Życie się zmieniło. Jak te kilkanaście lat temu robiliśmy takie krótkie, śmieszne filmiki, to one były odkryciem. Dziś wszyscy je robią i nikogo już dzisiaj to nie kręci. To był format na tamte czasy, a teraz nie ma już do niego powrotu.

W jesiennej ramówce pojawi się nowa telenowela „Singielka”. Czy będzie konkurencją dla „Klanu” i „M jak miłość”?

Nie, to jest zupełnie inna koncepcja, inaczej zbudowana, z inną energią, dla innych ludzi. Rok temu wystartowaliśmy z serialem „Szkoła” i dzięki niemu przybyło nam 13% publiczności w wieku 16-19 lat. Ja myślałem, że tacy ludzie telewizji nie oglądają już w ogóle. A okazuje się, że jeśli jest dostosowana do nich oferta, to oglądają. Mamy więc nadzieję, że „Singielka” też przyciągnie przed ekrany młodą publiczność.
Myślę też, że pomału nadchodzi schyłek czasów docu scriptów. Za dużo jest tego zarówno u nas, jak i u konkurencji. Dlatego postanowiliśmy wrócić do telenoweli, bo mamy fajny pomysł. Jak to bywa w telenoweli, jest tu kilkanaście poziomów różnych ludzkich dramatów i emocji, więc jest do czego wracać.

Mówi pan o schyłku docu sriptów, ale kolejna nowość tego gatunku pojawi się jesienią na antenie TVN. Mam tu na myśli „Wesołowską i Mediatorów”. Jak udało się stacji przekonać Annę Marię Wesołowską, by ponownie porzuciła salę sądową na rzecz telewizji?

Jak ktoś raz zwącha studio telewizyjne, to bardzo kocha ten zapach (śmiech).

Serialową nowością jest także serial „Aż po sufit!”. W jednej z głównych ról występuje w nim Cezary Pazura, czy zostanie nową twarzą stacji?

Przez tyle lat próbowaliśmy, ale nie udało nam się go do siebie ściągnąć. Były różne próby, które się nie powiodły. A teraz zaprosiliśmy go na casting i okazało się, że gra świetnie. Jeśli tylko nie weźmie udziału w kampanii wyborczej, nie będzie opowiadał żadnych koncepcji politycznych, to mamy nadzieję na odbudowę fajnego Cezarego Pazury. To jest wszechstronny aktor. Poza tym, jak oglądałem to, co zostało już nakręcone, to jest 100 % faceta. W tym zunifikowanym świecie, to jest taki prawdziwy mężczyzna. Cały jego problem, to były te wszystkie dodatki i polityczne wypowiedzi, a nie aktorstwo. Aktorstwo Pazury jest genialne.

Zapytam jeszcze o Kubę Wojewódzkiego, który powraca z nowym sezonem swojego show. Ostatnio młodzi youtuberzy stwierdzili, że Wojewódzki nikogo już nie śmieszy, a utrzymuje się w telewizji tylko dlatego, że ma poparcie ważnych osób.

To nieprawda. W telewizjach nigdzie nie decyduje poparcie, bo wszyscy czekają na ratingi. Nie ma zmiłuj, to jest jedyny wyznacznik. A Kuba ciągle jest w czołówce. To jest zwierzę telewizyjne. On może być na szczytach, później nieco przygaśnie, ale znów wróci. Może troszkę uprawia za duży obszar, ponieważ w życiu najbardziej zaszkodziło mu radio, a nie telewizja.

Niektóre z jego telewizyjnych wyskoków również również miały swoje konsekwencje.

No cóż, ten typ tak ma i trzeba go za to kochać. Ja go kocham.

A czy Kuba daje się choć trochę dyscyplinować?

Nie, absolutnie. To jest pełna niepodległość. Ale ja jestem starym, mądrym dyrektorem i gdzie trzeba krzyknąć, to krzyknę, gdzie trzeba rąbnąć w stół, to rąbnę, a gdzie trzeba chodzić na paluszkach, to jestem delikatny i chodzę na paluszkach.

Edward Miszczak - dziennikarz telewizyjny i radiowy. Jeden z twórców radia RMF FM, od 1998 roku pełni funkcję dyrektora programowego TVN.