Dziennik.pl: Na konferencji prasowej padło stwierdzenie, że podróże kocha Pan bardziej niż dziennikarstwo. Czy to oznacza, że rozważa Pan zmianę zawodu?

Reklama

Jarosław Kuźniar: Nie. Chciałbym tą podróżą i tym programem udowodnić, że trzeba czasem ruszyć pupę ze studia, żeby być jeszcze bardziej wiarygodnym. Tak to działa na świecie. Opowiadanie o życiu ze studia telewizyjnego jest łatwiejsze ale nie zawsze to są te emocje, które mnie intrygują. Piotr Kaczkowski przekonywał mnie kiedyś, że jeśli nie pojedziesz, nie zobaczysz, nie dotkniesz, to nie jesteś wiarygodny, żeby ludziom o świecie opowiadać. Świadomość tego przychodzi jednak z wiekiem, z kolejnym podróżami, z każdą przeczytaną książką czy obejrzanym filmem. Dlatego chciałbym wyruszyć w świat. Szczególnie, że my widzimy często ten świat w telewizji bardzo pocztówkowo, on jest niegroźny, miły i sympatyczny. A prawda jest inna i my chcemy to pokazać.

Czy Pana zdaniem, dziennikarz, który wyrusza w ten, często niebezpieczny świat, powinien mieć inne kompetencje od tego, który opowiada o świecie ze studia?

Nawet teraz, kiedy jeżdżę po Polsce z programem, wydawać by się mogło, że łatwym, lekkim i przyjemnym i robię przez pięć godzin to samo, co w studio, tylko w mieście, mam tysiąc ludzi wokół siebie, którzy odbierają to co mówię zupełnie inaczej, niż widzowie. To jest inna elastyczność na planie. W studiu telewizyjnym czuję się bezpiecznie i mogę koncentrować się na innych rzeczach. Tu chodzi o podobne kompetencje. Teraz jadąc do Rio czytam książki, oglądam filmy, pytam ludzi i przygotowuję się tak samo, jak do rozmowy z Adamem Hofmanem. To jest kwestia przygotowania, szukania, zdobywania wiedzy i doświadczenia, żeby nie dać się zaskoczyć.

A skąd pomysł na to, żeby celem tej podróży było akurat Rio?

W tym roku wszyscy będą patrzeć w tamtym kierunku. Tam będzie Mundial, tam będzie piłka, tam będą sprzątane fawele, tam będzie cud miód, my zaś wiemy, że to są tylko wycinki i malowanie trawy, a rzeczywistość wygląda inaczej. Planowaliśmy ruszyć do Dubaju i pokazać go nie przez pryzmat drogich hoteli i bogatych ludzi, bo wiadomo, że to tam jest. Chcieliśmy pokazać to miejsce przez pryzmat ludzi, którzy tam wyemigrowali, żeby Dubaj budować, a teraz nie mają pieniędzy, żeby wrócić. Takich przypadków jest mnóstwo. Niestety, jeśli ktoś mówi: możecie kręcić tylko to, co my wam pozwolimy, to my dziękujemy, nie o to nam chodziło. A Rio jest teraz na oczach wszystkich i też jest kojarzone z czymś miłym i sympatycznym jak Copacabana czy słynny Chrystus. Ale obok Copacabany i Chrystusa jest przestępczość, krew, narkotyki. Chciałbym, żeby ludzie w Polsce o tym wiedzieli. Żeby jadąc do Egiptu i widząc eksplozję autobusu i śmierć turystów, byli ostrożniejsi. Żeby nie musieli słuchać MSZ, które mówi „jedźcie, ale siedźcie w hotelu”. Siedzenie w hotelu jest bez sensu. My chcemy powiedzieć „jedź, ale mniej oczy dookoła głowy”

Reklama

Wspomniał pan o krwi, narkotykach i przestępczości. Nie obawia się Pan o swoje bezpieczeństwo? Chcąc pokazywać to brzydsze, groźniejsze oblicze Rio, będziecie narażeni na różnego rodzaju zagrożenia.

Zdajemy sobie sprawę, że to jest takie miejsce, w którym mając kamerę, będziesz miał tłum ludzi wokół siebie. Ale nie sympatyków twojej telewizji, tylko małe dzieciaki, które zaczynają cię obstępować. Robią to w taki sposób, że szybko okazuje się, że nie masz jak uciec. Oddajesz im wszystko, bo wiesz, że to jedyny sposób na to, żeby odpuściły. Te cztero, pięcio czy sześciolatki, wcale nie muszą mieć karabinów, jak w Syrii, ale mają perfekcyjną wiedzę, jak okraść turystę. I to się dzieje tak po prostu, niezależnie od tego, że policja jest tuż obok. My chcemy to pokazać z pełną świadomością tego, że ktoś może nas opieprzyć, okraść czy poturbować. Mamy kamerę oficjalną oraz taką, która będzie pokazywała to z ukrycia.

Macie już jakiś plan na to, jakie aspekty Rio chcecie pokazać?

Człowiek, który ma być naszym przewodnikiem, przysłał film pokazujący rozrywkę, która w Rio staje się coraz bardziej popularna. Jest to atrakcja głównie dla mężczyzn, w której kobiety występują w roli tancerek-prostytutek. Ubrane w stroje kąpielowe, tańczą na scenie w bardzo erotyczny sposób i wciągają mężczyzn w swoją zabawę. Wczoraj widziałem filmik, na którym był fragment tej największej rozrywki w Rio, czyli tańca baile funk. Muzyka to nowoczesny rap z aranżacją taneczną. Chłopak z tłumu, Europejczyk na wyjeździe, dał się wciągnąć kobietom na scenę. On leży a jego głowa jest ściskana pośladkami tancerek. Turysta jest cały szczęśliwy, że one go tłuką pośladkami, widownia szaleje, jest zabawa. I tak to Rio wygląda. To są ich rozrywki. Z nudów, z braku nadziei i pieniędzy szukają sobie sposobów na zabawę, która tak właśnie wygląda. Są tam też Polacy, którzy żyją od wielu lat w rozproszonej społeczności w Rio, jest polski ksiądz, który w fawelach jest pilnowany przez przestępców. On akurat ma rozłożony nad sobą ich parasol i paradoksalnie dzięki temu może pomagać. Chcemy z nim porozmawiać. Chcemy pokazać, jak te fawele organizują się wokół capoeiry czy wokół samby. Samba nie jest przecież dotowana przez państwo, nie jest czymś czystym. Sam taniec tak, ale szkoły są finansowane przez kartele narkotykowe.

Kiedy zatem wyruszacie i jak długo będziecie w podróży?

Ruszamy 3 marca i będziemy tam tydzień. Później wracamy na montaż, żeby móc pod koniec kwietnia, na Wielkanoc pokazać widzom nasz program.

Odchodząc od tematu Rio, w kilku wywiadach wspomniał Pan, że rozważa emigrację z Polski. Po tych deklaracjach spadła na Pana lawina krytyki. Jak Pan sądzi, dlaczego?

Ponieważ Polacy nie lubią, jak się im mówi prawdę. Wie Pani co, to jest dobry moment. Byłem teraz w Kudowie Zdroju na programie. Ponieważ jest to Dolny Śląsk, czyli moje rodzinne strony, spotkałem przyjaciela z liceum, który przedstawił mnie swojej żonie i mówi: „słyszałem jak mówiłeś o emigracji. Poważnie o tym myślisz?”. Zaczęliśmy rozmawiać o perspektywie, w której to się może wydarzyć. I on mi mówi, że odebrali moje słowa z innym nastawieniem, niż to prezentowane w komentarzach. Oni bowiem, jako rodzina wielodzietna zastanawiają się nad wyjazdem do Norwegii, bo tu im nikt nie pomaga. Chciałbym, żeby moja córka widziała świat trochę szybciej, niżby jej to umożliwi polska szkoła. Nam emigracja kojarzy się z latami 80-tymi, kiedy ktoś wyjeżdżał, już nigdy nie wracał. Teraz to Chicago jest ledwie parę godzin lotu i zawsze można wrócić. Ja bym chciał zrobić sobie przystanek jak Łukasz Nowicki. Robi milion rzeczy, gra w wielu reklamach, sprzedaje swoją twarz i głos, żeby móc zniknąć wszystkim z oczu na pół roku, może więcej. O to w tym chodzi, żeby się w którymś momencie naprawdę wyłączyć, bo inaczej można w tym świecie zwariować. I stąd jest to moje gadanie.

Czy rozważa Pan zamianę dziennikarstwa informacyjnego na podróżnicze?

To jest marzenie. Tylko że w Polsce wszyscy odpowiadają, że nie ma na to pieniędzy. I kiedy Małgosia Łupina z TVN Style powiedziała, żebyśmy zrobili coś razem, to się zgodziłem. Wszędzie na świecie, każda telewizja ma swój program podróżniczy, w Polsce zaś wyznaje się zasadę, że to jest za drogie, tego się nie robi, tylko kupuje się programy zagraniczne. Jeśli różne zachowania telewizyjne, obecne od pewnego czasu na świecie, powoli przychodzą do Polski, to sądzę, że prędzej czy później i u nas będzie moda na taki program. Polacy już tańczyli, teraz gotują i ładnie się ubierają, a za chwilę, mam nadzieję, będą podróżować i wtedy będziemy na czasie.

Czy są jakieś programy podróżnicze, które Pana inspirują, na których chciałby się Pan wzorować?

Jest taki podróżnik, Anthony Bourdain, którego sposób bycia w Polsce byłby nie do przyjęcia. To facet, który był chyba w każdej telewizji świata. Gdyby był dzisiaj na tej konferencji, powiedziałby „ja pierd…lę, co się tu ku…a dzieje” i to by poszło w telewizji. Ale to jest tak szczere i bezpośrednie, że kiedy naprawdę przesadzi, to go wypikują, ale generalnie puszczają wszystko co mówi. Kiedy je coś, co mu bardzo nie smakuje, mówi że „to jest kur..sko złe”. Jego widownia to ludzie, którzy cenią sobie szczerość w opowiadaniu świata. Kiedy szedł między terenami Izraelskimi i Palestyńskimi, powiedział „zajebi…te, gdzieś tutaj spacerował sobie Jezus”. To rodzaj innej narracji. To nie jest opowieść na zasadzie: dzień dobry, w tym kraju można zjeść to i to, teraz chodźmy na najpopularniejszą plażę, o proszę, tu się pani opala, jest fajnie, świeci słońce, teraz wracamy do hotelu. Nie o to chodzi. Bourdain je, pije, bo potrafi to robić i zawsze to jedzenie i picie jest wstępem do rozmowy o jakimś kraju. On w bardzo fajny sposób wykorzystuje zwykłe czynności do opowiadania o miejscu, do którego podróżuje. Myślę, że taki rodzaj programów prędzej czy później do nas przyjdzie.

A czy zgadza się Pan z zarzutami wobec wielu programów podróżniczych, miedzy innymi Wojciecha Cejrowskiego, że lansują głównie podróżników, a nie miejsca, które oni odwiedzają?

W programie pana Wojciecha, jest za dużo pana Wojciecha. Ja stawiam na ludzi, których słucham i którym daję się prowadzić. Mówi się, że widz ogląda program dla imienia i nazwiska autora, tak ja też jestem takim widzem, ale przesada zawsze szkodzi. Pierwsze skrzypce mogę grać równie dobrze na Placu Zamkowym w Warszawie.

Jaka jest pana podróż marzeń?

Czytam teraz „Wielki bazar kolejowy”, książkę podróżniczą Paula Therouxa i choć u niego prywatnie, to się fatalnie skończyło, bo rozwiodła się z nim żona, po tym jak spędził kilka tygodni w pociągu z Londynu do Istambułu, to chciałbym czegoś takiego spróbować. Jest coś fajnego w spotykaniu ludzi w przedziale, spotykaniu ludzi na dworcach, jest czas na myślenie, czas na czytanie, pisanie, cytowanie tego, co się czyta, jest czas na fajną opowieść. Chciałbym wrócić na Syberię, w okolice Jakucka i koleją Transsyberyjska ruszyć jeszcze dalej na wschód.

Planuje Pan napisanie jakiejś książki podróżniczej?

Teraz wszyscy wydają książki, ale ja uważam, że potrzebuję jeszcze czasu i kilku podróży żeby móc cokolwiek opowiedzieć. Chciałbym pokazać swoje zdjęcia i opowiedzieć swoje przygody, ale potrzebuję chwili, żeby zmądrzeć, żeby okrzepnąć i jakoś się do tego przygotować. Żeby to nie była opowieść pisana przez 15 minut, bo oto gdzieś byłem. Każdy gdzieś był, tylko to trzeba umieć opowiedzieć.

Życzę zatem odbycia wymarzonej podróży i trzymam kciuki za wyprawę do Rio. Dziękuję za rozmowę.

Dziękuję.

Program "Poza szlakiem: Kuźniar w Rio" będzie można oglądać na antenie TVN Style 20 kwietnia o godzinie 16.50.

Jarosław Kuźniar - polski dziennikarz radiowy i telewizyjny. Od7 lat związany ze stacją TVN24, gdzie aktualnie prowadzi poranne audycje "Wstajesz i wiesz". W 2011 i 2012 roku pełnił rolę prowadzącego w muzycznym show "X Factor". Wcześniej pracował między innymi w Programie III Polskiego Radia oraz w Radiu Zet.