Ala Janosz biorąc udział w "Idolu" miała zaledwie 16 lat. Swoją charyzmą i mocnym głosem zdołała jednak zachwycić nie tylko jury, ale i widzów, którzy przyznali jej zwycięstwo. Po programie młodziutka piosenkarka wydała singiel, który spotkał się z chłodnym przyjęciem i drwinami z powodu tekstu "o jajecznicy". Janosz na długi czas zniknęła  z mediów, choć nie przestała zajmować się muzyką.

Ostatnio okazało się jednak, że Polsat przypomniał sobie o "swojej" gwiazdce i zaproponował udział Alicji w show "Must be the music". Nie byłoby w tym niczego dziwnego gdyby nie fakt, iż miałaby wystąpić w programie jako jego uczestniczka. Janosz na swoim blogu nie kryje oburzenia na ofertę stacji:

Dziś rano dostałam propozycję wzięcia udziału w programie "Must Be The Music" w roli uczestnika. Zaczęłam się nad tym zastanawiać i moje przemyślenia są następujące: Czym miałabym się kierować decydując się na wzięcie udziału w tym konkursie? Tym, że tym razem w show telewizji Polsat mogłabym zagrać ze swoim zespołem własne piosenki? No tak, to jest akurat świetne, móc w popularnej telewizji, w porze znakomitej oglądalności zaprezentować własną twórczość. Ale czy aby móc to zrobić muszę ponownie wziąć udział w wyścigu po wygraną? Czy nie wystarczy że już raz wygrałam? Nie jest to powód do tego, aby prezentować publiczności moją obecną twórczość na rozmaitych koncertach czy w programach, które temu sprzyjają? Bo po porannym telefonie znów niestety przypomniano mi, że w telewizji Polsat moja osoba nie znaczy nic.

Janosz z goryczą wytyka Polsatowi także fakt, iż za swoje zwycięstwo w "Idolu" nie dostała nic:

Może tym razem gdyby udało mi się z moim cudnym zespołem podbić serca publiczności i wygrać, dostalibyśmy jakąś nagrodę. Pamiętając, że w Idolu nie dostałam nawet kwiatka, byłoby świetnie, bo zyskalibyśmy zacny budżet, który z pewnością wykorzystalibyśmy na nagrania i produkcję nowej płyty. Ale co pomyśleliby inni uczestnicy, wiedząc, że panna, która wygrała już talent show w tej samej stacji, bierze ponownie udział w konkursie? Na bank zostałoby to odebrane jako jawny układ, mający na celu wypromowanie mnie (niezależnie od tego, jak by nam szło w programie), co byłoby nie fair wobec pozostałych wykonawców. Z drugiej strony, mój ponowny udział w talent show w roli uczestnika, byłby dowodem na to, że jeśli wygrasz, i tak zostaniesz potraktowany nie jako nowa gwiazda (bo chyba celem tych programów jest odkrywanie perełek na scenie muzycznej), ale jako pionek, o którego karierze zapomni się w momencie zakończenia edycji programu. Chyba że za zwrot kosztów (jak moja koleżanka, która właśnie zwyciężyła talent show) zdecydujesz się wystąpić na koncercie Sylwestrowym.