Dziennik.pl: Jakich zmian możemy spodziewać się w nowym sezonie "Miasta Kobiet"?

Paulina Młynarska: To jest już 13 sezon „Miasta Kobiet”, mam nadzieję, że będzie to szczęśliwa trzynastka. Każdy sezon nieco różni się od poprzednich. Tym razem będą to bardzo ostre dyskusje i ścieranie się poglądów. Będziemy zajmować się bardzo kontrowersyjnymi tematami, takimi jak handel kobietami, pedofilia w Kościele, czy edukacja seksualna, która jest wciąż w Polsce szalenie kontrowersyjnym tematem. Będziemy przyglądać się tym zagadnieniom z różnych perspektyw, zapraszając do studia ludzi, którzy są z jednej strony danym tematem osobiście zainteresowani, ponieważ mają jakąś historię z nim związaną, a z drugiej strony zaś, mają na dany temat mocno wyrobiony pogląd. I to jest ta nasza nowość na jesienny sezon.

Czy wśród gości znajdą się także eksperci?

Owszem, ale przede wszystkim będą ludzie, którzy przeżyli coś, na tej podstawie wyrobili swoje bardzo określone poglądy i będą się ścierać z osobami, które przeżyły to samo, ale wyciągnęły zupełnie inne wnioski. Na przykład przy okazji tematu handlu kobietami, spotkamy się z mężczyzną, który zajmował się takim procederem, a później wylądował na wiele lat w więzieniu. I skonfrontujemy jego opowieść z historiami dziewczyn, które znalazły się w domach publicznych na zachodzi i były jego ofiarami.

Trzeba przyznać, że to bardzo trudne tematy. Jak radzicie sobie z emocjami przy takich rozmowach?

Emocje nas nie ponoszą, ponieważ my już jesteśmy za stare wróble na to. Natomiast oczywiście one są i my bardzo to przeżywamy. Mnie jest chyba trochę łatwiej nie zawozić tych emocji do domu, ponieważ mieszkam daleko i muszę 500 km przejechać, by wrócić do swojego życia. Więc po drodze to ze mnie schodzi, mam czas, by sobie to przepracować i dojeżdżam do domu już bardziej zdystansowana. Natomiast Dorota wraca do męża i syna prosto ze studia, więc w jej przypadku może to wymagać lepszej techniki radzenia sobie z emocjami. Wiem, że na przykład zdarza jej się po nagraniu iść na siłownię, żeby fizycznie odreagować.
Ja się staram nie angażować osobiście w te historie, ponieważ uważam, że to po prostu byłoby nieprofesjonalne. Choć one czasami wracają w snach lub jakiś rozmowach.
Z drugiej strony, mamy też ogromną satysfakcję z tej pracy. Kiedy piszą do nas osoby, które nas oglądają i mówią, że od wielu lat nasz program przybliża im całą masę różnych problemów, z których nie zdawały sobie sprawy. Bardzo fajnie jest przeczytać maila od kobiety, która po obejrzeniu naszego programu pogodziła się z tym, że jej córka jest lesbijką. Przestała udręczać siebie i córką oraz niszczyć ich wspólne życie z powodu głupich uprzedzeń. Zobaczyła u nas w studiu kobiety, które opowiedziały na spokojnie, bez emocji takich, jakie wywoływała w niej wcześniej córka, o swoim życiu, problemach, ale też i szczęściu. I wtedy puknęła się w głowę i powiedziała sobie – kobieto przestań to robić. To jest fajne, bo otwiera głowę.

W programie poruszacie bardzo ciężkie tematy, a goście opowiadają o najtrudniejszych i najintymniejszych aspektach swojego życia. Skąd bierzecie chętnych na takie zwierzenia przed kamerą?

Mamy bardzo dobry research. To jest zespół, który przeczesuje Internet, różnego rodzaju stowarzyszenia, prasę lokalną, przeróżne kanały dochodzenia do ludzi. To jest tak, że kiedy my zakładamy sobie, że chciałybyśmy porozmawiać na przykład o handlu kobietami, chcemy omówić go z innej perspektywy i potrzebujemy nie kolejnych ofiar, ale osoby, która zajmowała się takim procederem. Wtedy rzucamy hasło: szukajcie. Oni zarzucają wędki wszędzie, gdzie się da. I jeśli znajdzie się ktoś, kto się zgłosi i powie: ja byłem strasznym skur… i chcę o tym opowiedzieć, aby przestrzec innych. Wtedy zapraszamy taką osobę, oczywiście sprawdzając wcześniej, czy mówi prawdę.

W jaki sposób sprawdzacie, czy dana osoba mówi prawdę?

To jest kuchnia reporterów, nie będę tego zdradzać, bo każdy ma inne sposoby, ale te osoby są naprawdę dokładnie prześwietlane. Mnie na przestrzeni dziesięciu sezonów „Miasta Kobiet”, zdarzyły się może dwa przypadki takich oszustów. Jedna dziewczyna była ewidentną kłamczuchą i mitomanką, która nabrała zespół, ale i tak nasze radary dziennikarskie, już w studiu podczas rozmowy ją rozszyfrowały. Ten temat oczywiście nie poszedł.

Czy na przestrzeni tych dziesięciu sezonów programu, zdarzył się jakiś temat, który najbardziej utkwił Pani w pamięci?

Kilka, ale byli to bardziej ludzie, niż tematy. Jedną z takich osób jest dziewczyna, która była prostytutką porwaną gdzieś na zachód. Przeżyła piekło, po czy odrodziła się niczym feniks z popiołów i do dziś udało jej się zamknąć 65 osób zajmujących się takim procederem. Ma 1,6 m wzrostu, waży 45 kg i ma 28 lat. Nigdy jej nie zapomnę.

Zmieniając nieco temat, chciałabym zapytać o Pani obecność w show biznesie. Jest Pani jedną z nielicznych gwiazd telewizji, które nie lansują się na branżowych imprezach, nie udzielają wywiadów w kolorówkach. Nie ma Pani poczucia, że przez to coś Pani traci, może jakieś nowe zlecenia, atrakcyjne kontrakty?

Ale ja mam bardzo dużo i nie mam potrzeby ugrywać więcej. Ja od kilku lat zajęłam się przede wszystkim pisaniem i to jest właściwie moje główne zajęcie. Mieszkam w Zakopanem, bardzo dużo podróżuję, średnio ¼ roku spędzam w dalekich podróżach. Nie widzę powodu, żeby tracić czas w Warszawie. Bywanie na bankietach nie przysporzy mi pracy, poza tym, ja już mam jej bardzo dużo, więcej niż mogę przerobić. 

Był taki moment, kiedy dałam się troszkę w to wciągnąć. Po tym jak przeszłam z radia do telewizji, wydawało mi się, że to jest taka nieodłączna część tego zawodu. Ale okazuje się, że nie jest. Nie jest też tak, że źle oceniam tych, którzy to robią. Są przecież ludzie towarzyscy, którzy uwielbiają bankiety. Są prze szczęśliwi, kiedy mogą być w knajpie, potem się nabzdryngolą i mają super dzień, a potem jeszcze zdjęcia w kolorowej prasie.

A co Pani sądzi o celebrytach, którzy narzekają, że media zbyt mocno wchodzą w ich życie prywatne?

To jest taka bardzo cienka granica, której rozpoznawania człowiek nie nauczy się w żadnej szkole, to trzeba poznać na własnej skórze. Nie można mieć ciastka i zjeść ciastka. Jeżeli jestem w show biznesie, to muszę się liczyć z tym, że będą o mnie pisać i mówić. Ci, którzy potrafią jasno postawić granicę, o czym będą opowiadać publicznie, a gdzie zaczyna się ich życie prywatne, radzą sobie bardzo dobrze. Natomiast ci, którzy płaczą, narzekają i biegną z lamentem od jednego brukowca do drugiego, najprawdopodobniej mają kłopoty z logicznym myśleniem. To jest chyba kwestia inteligencji. Osoba myśląca wyciąga bowiem wnioski. Ja sama udzieliłam kilku tak durnych wywiadów w swoim życiu, że czasami słabo mi się robi, jak gdzieś mi migną w Internecie. Ale wyciągnęłam wnioski i nie powtórzyłam pewnych błędów.

Dziękuję za rozmowę

Dziękuję

Paulina Młynarska - polska dziennikarka radiowa i telewizyjna. Współpracowała miedzy innymi z TVP2, Polsatem, Radiem Zet, Tok FM i RMF FM obecnie związana z TVN Style, gdzie od 10 sezonów prowadzi "Miasto Kobiet". Ma na swoim koncie także kilka ról filmowych i serialowych.