Dziennik.pl: Czy po tylu sezonach "Kuchennych rewolucji" ma Pani poczucie uzdrowienia polskiej gastronomii?

Magda Gessler: Jestem zachwycona, że mam gdzie jeść w Polsce i tam gdzie wracam po dwóch latach, albo po roku, jest genialnie, albo jeszcze lepiej. To jest taka satysfakcja, jakiej się w życiu nie spodziewałam.

Skąd czerpie Pani pomysł na kolejne rewolucje przeprowadzane w lokalach, które odwiedza program?

Z apetytu na życie. Tu musi działać wyobraźnia smaku. Ja cały czas sobie wymyślam moje własne dania. Te potrawy, które gotuję w "Kuchennych rewolucjach" są kompletnie nowe.

A jak reaguje Pani na żale niektórych restauratorów, opowiadających w mediach, że program "Kuchenne rewolucje" nie tylko im nie pomógł, ale nawet zaszkodził prowadzonym przez nich lokalom?

Na 100 rewolucji, 4 były nieudane. To trzeba powiedzieć. Większość jest szczęśliwych. Siedemdziesiąt procent restauratorów zarabia tak dobrze, że żyje im się świetnie, a pięćdziesiąt procent odnosi sukces, którego warszawskie lokale mogą im pozazdrościć. Proszę mi wierzyć, że jeden z lokali, któremu pomogłam, ma 340 tys. obrotu miesięcznie, a przed moim przyjazdem miała 8 tysięcy. A wracając do Pani pytania, wydaje mi się, że robi się pieniądze na złych informacjach i jeśli ktoś jest sławny, to najlepiej dolepić mu plaster, że się skaleczył.

Czyli obserwuje Pani, co po czasie dzieje się z lokalami, które wzięły udział w "Kuchennych rewolucjach"?

Ja bardzo mocno to śledzę i sukces jest nieprawdopodobny. Powiem tak, 600 pstrągów dziennie wydaje restauracja „Malinówka” w Wiśle, 120 golonek dziennie w lokalu „Golonka w pepitkę” z Gorzowa Wielkopolskiego, 300 pizz dziennie w „Laboratorium Pizzy”. Ja naprawdę wiem co się dzieje i to jest niebywałe, jestem zaskoczona.

Jesienią na antenę powraca show "MasterChef". Jak się Pani pracowało na planie kolejnej edycji?

Genialnie. To było fantastyczne, bo bardzo zgrałam się z Michelem i z Anią. Kochamy się wszyscy bardzo. Kłócimy się na zasadnicze tematy, ale zespół się zgrał. To wszystko będzie prężne, szybkie, bardzo ciekawe, kontrastowe. Będziecie zaskoczeni. Zadania są nieprawdopodobne.

Czy to oznacza, że nie ma już śladu po Pani konflikcie z Michelem Moranem, o którym pisano przy okazji pierwszej edycji?

Nie ma. Jest wręcz miłość.

Dziękuję za rozmowę.

Dziękuję