O niezadowoleniu właścicieli lokali w Karpaczu pisze Gazeta Wrocławska. Wypowiadający się na jej łamach hotelarze twierdzą, że rewolucja, jaką restauratorka przeprowadziła w hotelu Corum była telewizyjną manipulacją i nadszarpnęła wizerunek nie tylko tego lokalu, ale i całego Karpacza.

Magda Gessler odwiedziła hotel Corum zimą i zastała tam pustą restaurację, brudną kuchnię i przeterminowane produkty. W trakcie metamorfozy restauratorka uznała, że lokal stanie się śniadaniarnią. Niestety w finale odcinka stwierdziła, że właściciel hotelu Corum i znajdującej się w nim restauracji nie zastosował się do jej wskazówek i tym samym nie podpisała się pod tamtejszą rewolucją.

Tymczasem Robert Szczepaniak, menadżer hotelu, na łamach Gazety Wrocławskiej zarzuca ekipie programu manipulacje. Twierdzi, że większość sytuacji pokazanych w programie była wyreżyserowana, a jego kucharze z pewnością nie stosowali przeterminowanych produktów i nie mieli bałaganu w kuchni. Szczepaniak dodał także, że Magda Gessler nagrała trzy różne zakończenia programu i załoga lokalu do końca nie wiedziała, które zostanie ostatecznie pokazane w telewizji.

Menadżer twierdzi także, że program "Kuchenne Rewolucje" ma na celu jedynie promocję samej Magdy Gessler, która niekiedy odbywa się kosztem odwiedzanych przez nią miejsc:

Pomysł ze stworzeniem śniadaniarni był beznadziejny. Spodziewaliśmy się, że pani Magda pomoże nam wypracować kartę dań, ale ona uznała, że nie da się u nas stworzyć restauracji - żali się na łamach Gazety Wrocławskiej menadżer hotelu Corum.

Jego opinię potwierdza inny restaurator z Karpacza, który w dodatku zarzuca Magdzie Gessler nieznajomość specyfiki branży:

Otwarcie lokalu serwującego śniadania nie mogło się w Karpaczu udać, bo te posiłki oferuje swym gościom większość pensjonatów. Ten pomysł świadczy o nieznajomości Karpacza i specyfiki branży - powiedział Jarosław Pol, właściciel jednego z hoteli w górskiej miejscowości.

Oskarżenia restauratorów z Karpacza to już kolejny głos mówiący o manipulacjach w programie "Kuchenne rewolucje". Wielu właścicieli twierdzi, że prowadzenie lokalu w sposób, o którym mówi restauratorka jest niemożliwe. Ku ich rozpaczy jednak, większość widzów wierzy w to, co pokazuje program.

Ludzie się naoglądają i wydaje im się, że są ekspertami. Zdarza się, że klienci lecą cytatami z Gesslerowej. Mówią np. "to mi lodówą śmierdzi". Tymczasem gastronomii nie da się prowadzić w sposób, który pokazuje telewizja - powiedział Gazecie Wrocławskiej Marek Łopatka, właściciel jednej z restauracji.