Pamięta pani swoje początki w telewizji?

Oczywiście. Zostałam wyłoniona w ramach konkursu, bo w tamtych czasach nie było czegoś takiego jak casting. Byłam studentką i chciałam spróbować swoich sił. Konkurs miał cztery etapy, a co najważniejsze decyzje podejmowali widzowie. Czyli zwyczaje, które mamy w dzisiejszej telewizji były już w tamtych czasach. Widzowie telefonowali do telewizji, pisali listy, to ich głosami udało mi się wygrać. Pamiętam, że przyszedł do mnie goniec z telewizji z informacją o której mam się stawić. Myślę, że choć moja radość z wygranej była bardzo duża, to mimo wszystko najbardziej cieszyła się moja mama. Nawet zachowała wycinek z gazety informujący, że studentka z Łodzi wygrała konkurs do telewizji, pokonując 269 osób. Pierwszego dnia pracy producentka zaprowadziła mnie do studia i lektor zapowiedział. – Teraz poznają państwo osobiście zwyciężczynię konkursu, przed wami Bogumiła Wander. I tak to się zaczęło.

Jaka była wtedy telewizja?

Miałam szczęście. Moi ówcześni koledzy byli o wiele starsi. Ja miałam 20 lat i oni trochę mi matkowali, tak więc miałam opiekę i rady, gdy tylko ich potrzebowałam. Teraz jest to niezrozumiałe, bo teraz młodzi ludzie są wszędzie, wcześniej zaczynacie. My ubierałyśmy się w prywatne stroje, same robiłyśmy sobie makijaż. Teraźniejsza telewizja jest zupełnie inna, bo technologia jaka jest teraz nam się wówczas nawet nie śniła. Ale pod pewnymi względami jest tak samo, bo zawód dziennikarza ma wciąż w sobie tę pogoń za ciekawym tematem, interesującymi ludźmi i ma dużą ciekawość świata.

Tęskni pani za telewizją?

Ależ ja w niej ciągle jestem (śmiech). Jestem często zapraszana, na ostatnim festiwalu w Operze Leśnej w Sopocie byłam. To jest miłe, wraca się do tak zwanego środowiska, spotyka znajomych.

Dlaczego więc pani zrezygnowała?

Jeśli chodzi o wizję to i tak się zasiedziałam. Pomyślałam sobie, że jest tylu młodych ludzi, których czas się zaczął, a mój już skończył. Pożegnałam się z publicznością na wizji, ale w telewizji zostałam, robiłam programy. Ostatecznie zdecydowałam się pożegnać z powodu nieporozumienia. Nie był to nawet konflikt. Dostałam odmowę na zrobienie materiału z "Operacji Żagiel"– zlotu żaglowców połączonych z regatami. To jest niezwykła i prestiżowa impreza z głowami państw i rodzinami królewskimi na trybunach. Złożyłam w publicystyce scenariusz tego reportażu i ówczesny dyrektor Dwójki odmówił, tłumacząc się brakiem funduszy. A ja popłynęłam z mężem w ten rejs. Trzy noce nie spałam, wychodziłam o 3 w nocy z kajuty na pokład i myślałam o tej sprawie, bo mnie to upokorzyło i bardzo ubodło. I tak trzeciej nocy podjęłam decyzję. Obudziłam męża i powiedziałam, że odchodzę z telewizji. Powiedział żebym się zastanowiła, ale ja po powrocie napisałam wymówienie. Staszka Ryster je zobaczyła i zaczęła na mnie krzyczeć, że mam im nie ułatwiać. Ale wiedziałam, że po 30 latach pracy, oddania tej firmie serca, duszy i zdrowia chcę odejść z honorem. Gdyby oni mi podziękowali, to miałabym niesmak do końca życia.

Podobno była pani obiektem wielu westchnień?

Kiedyś, gdy jeździłam z zespołami w trasy koncertowe. To były wielkie zbiorowe imprezy: Czerwone Gitary, Maryla Rodowicz, Niemen. Genialni artyści, których my na scenie zapowiadaliśmy. Jeździłam w te trasy by przeżyć, bo w telewizji nie zarabialiśmy wtedy kokosów, ot średnią krajową. Wtedy właśnie często spotykałam się z oznakami sympatii. Przychodziły też listy do redakcji. Na ogół bardzo miłe, prośby o autograf, życzenia. Choć zdarzały się i takie nieco przerażające...

Mąż jest o panią zazdrosny?

Jesteśmy z Krzysztofem razem już wiele lat. Przeszliśmy burze i trudne chwile. Dziś jesteśmy i małżeństwem i przyjaciółmi, którzy świetnie się rozumieją, pomagają sobie i lubią razem spędzać czas. Poza tym łączy nas pasja do podróży.

Jest Pani ikoną telewizji, kobietą atrakcyjną i elegancką. Jak Pani o siebie dba?

Z niczym nie przesadzam, uważam na to co jem. W mojej diecie zawsze jest dużo owoców i warzyw. Taki półśrodek, który w moim przypadku świetnie działa.

Którego z prezenterów dzisiejszej telewizji najbardziej pani ceni?

Wielokrotnie mówiłam, że moją sympatią jest Magda Mołek. To prawdziwa profesjonalistka. Świetna dykcja, nienaganne maniery, słucha widza, nie przerywa wypowiedzi. Jest naturalna i ma klasę. Chętnie ją oglądam.

>>>Czytaj także: Wendzikowska dostała program