Nie zobaczymy pani w kolejnej edycji „Kocham Cię Polsko". Jest pani przykro z tego powodu?

Marzena Rogalska: W pierwszej chwili było to dla mnie duże zaskoczenie, ale jestem przede wszystkim dużą dziewczynką, dorosłą osobą, która wie, że życie polega na nieustannych zmianach i ja to akceptuję. Zrobiłam z Maćkiem Kurzajewskim i Kasią Zielińską sześć naprawdę wspaniałych edycji. Stworzyliśmy świetną drużynę. Będę im kibicować, żeby im się fajne grało. Takie jest życie i takie jest prawo producenta. Producent tak zadecydował, a ja to zaakceptowałam. Nie ma co się długo na ten temat rozwodzić.

Podobno w programie wszyscy za panią tęsknią 

Jest mi bardzo miło, bo gdy nagrania do programu trwają, dostaję mnóstwo sms-ów, że ekipie beze mnie jest smutno, że na przykład muzycy za mną tęsknią. Wszyscy się zżyliśmy. To były w końcu trzy lata, więc mieliśmy swoje rytuały, zwyczaje, było nam fajnie. Oni za mną tęsknią, a ja trochę za nimi. Dostałam dobrą energię również od ludzi w internecie, od przyjaciół oraz od przygodnych ludzi, którzy mnie zaczepiają na ulicy. Nie spodziewałam się, że to będzie tak wielki odzew, że ludzie będą mnie zaczepiać i mówić, że im przykro.

Ale z Katarzyną Zielińską kontaktu pani nie straci.

Z Kasią nie tracimy kontaktu i mamy nadzieję na nowe, wspólne wyzwania, bo takowe mamy.

O, może uchyli pani rąbka tajemnicy?

Tego jeszcze nie mogę powiedzieć, ale na pewno będzie bardzo interesująco. Kaśka jest zawziętą góralką, ja też jestem nie mniej zawzięta i konsekwentna, więc myślę, że jak tylko złapiemy oddech, to weźmiemy się za nasz projekt. Oczywiście zdradzimy więcej, jak będziemy miały określony termin, może już pod koniec tego roku.

Jakie ma pani zatem plany na najbliższy czas?

Życie idzie dalej, a że przyroda nie znosi próżni, więc wskakuję w nowe zadanie. Z Hubertem Urbańskim będziemy prowadzić weekendowe „Pytanie na śniadanie”, z czego bardzo się cieszę. To będzie fantastyczne wyzwanie. Hubert jest fajną osobowością telewizyjną.

Miała już pani wspólne zdjęcia z Hubertem Urbańskim?

Tak, był casting, podczas którego było bardzo miło. Generalnie znamy się nie od dziś. Hubert był często gościem w moich programach. Znam go zatem jako prowadząca, ale to zawsze były miłe spotkania. To jest bardzo inteligentna bestia, w związku z czym nie martwię się. Wiem, że jakoś nam się poukłada i będzie fajnie.

Zdziwiła mnie decyzja Huberta Urbańskiego, bo nie myślałam, że zgodzi się na udział w programie śniadaniowym.

Hubert bardzo się cieszy z tego programu i ja też. I to jest szczere. Ucieszył się, że poprowadzi go ze mną, co jest dla mnie bardzo miłe i nie bez znaczenia. Można to potraktować jako nowe wyzwanie. Hubert sprawdził się już w wielu potężnych formatach, więc dlaczego nie w tym? To jest w końcu dwie i pół godziny programu na żywo, więc nie żadna gra w bierki, tylko naprawdę bardzo ciężka robota, w której potrzebna jest ogromna sprawność. Myślę, że dla niego też to jest ogromne, ekscytujące wyzwanie. Gdyby tak nie było, to by się pewnie nie zgodził.

Gdzie oprócz „Pytania na śniadanie” będziemy mogli panią jeszcze zobaczyć?

Zobaczyć mnie można w „Pytaniu na śniadanie" w tygodniu i teraz również w weekend, natomiast usłyszeć mnie można nieustająco w radiu Złote Przeboje. Radio to jest medium, które kocham miłością nieustającą. Trzymam równowagę, mając i radio, i telewizję. Wtedy jest mi najlepiej.

Rzeczywiście, chyba od zawsze łączyła pani pracę w tych dwóch rodzajach mediów.

Mieszkając w Krakowie, zaczynałam od pracy w telewizji, a dopiero stamtąd trafiłam do radia. Bardzo długo pracowałam naraz w RMF-ie i telewizji krakowskiej. Potem miałam dwuletnią przerwę, a następnie pracowałam w Radiu Kolor, potem cztery lata w TVN Style. Później wszystko toczyło się tak, że pracowałam i w radiu, i w telewizji. Proporcje raczej są wyrównane. Czasem zdradzałam radio na rzecz telewizji, ale szybko ono do mnie wracało,  więc chyba jest mi przeznaczone.

Gdyby pani miała wybrać pracę w radiu lub w telewizji, to na co by pani postawiła?

Nie umiem odpowiedzieć na to pytanie. Wiele razy było tak, że przez moment miałam tylko radio, po czym upływało trochę czasu i odzywała się we mnie tęsknota za telewizją. Miałam samą telewizję, to odzywała się we mnie tęsknota za radiem. Również wówczas, gdy chwytałam za mikrofon, udzielając się w dubbingu. Lubię sobie pogadać do mikrofonu bez makijażu, specjalnych strojów, tylko po to, by poczuć ten kameralny klimat.

A jaka jest pani na co dzień poza kamerami?

Jestem dokładnie taka sama. Nie wymyśliłam sobie Marzeny Rogalskiej w telewizji ani w radiu. Jestem dziennikarzem, jestem po prostu sobą. Naprawdę ja z telewizji prawie wcale się nie różnię od tej Marzeny Rogalskiej prywatnie. Mnóstwo ludzi mi o tym mówi.

Na ekranach jest pani niezwykle zabawną osobą, a jaka pani jest wśród przyjaciół?

Często jestem powierniczką. Mam taki temperament, że jestem pogodna. Ale przecież przez cztery lata prowadziłam program „Miasto kobiet”, w którym słynęłam z poważnych rozmów. Jestem osobą, która również w życiu prywatnym ciągle zbiera zwierzenia różnych innych ludzi. Jestem duszą towarzystwa, ale też jestem osobą, którą nieustająco ludzie traktują jako konfesjonał.

Czyli znajomi często proszą panią o poradę?

Jestem ostrożna z radami. Jeżeli ktoś mnie prosi o radę, to ja jej wtedy udzielam, ale jeżeli ktoś chce być wysłuchanym, to po prostu go słucham. Bardzo często dzwonią do mnie ludzie, zwierzają się, chcą mi opowiedzieć o swoim problemie, o życiu, ale ja też dzwonię sama. W takich chwilach często pytam: „Jak mogę ci pomóc?”, „Jeżeli chcesz mojej rady, to powiem ci co myślę”. Ale jestem bardzo ostrożna, bo najłatwiej jest radzić.

>>>Czytaj także: Górniak nie zaśpiewa? Jest chora na...