Choć z programem pożegnali się Kaja Domińska i Ian Rooth, to najwięcej kontrowersji wzbudził występ Mateusza Krautwursta. Wokalista z grupy Kayah zaśpiewał piosenkę Edyty Bartosiewicz, jego wykonanie niestety nie zachwyciło jurorów:

"Ten twój głos jest jak kościoły w zachodniej europie - mają fundament, to są piękne budowle, ale coraz mniej w nich ludzi i ja się pytam o tą treść. Masz piękny głos, fajnie wstawiasz dźwięki, ale ja wciąż człowieka nie widzę w tym czegoś prawdziwego." - podsumował Nergal.

Zdanie wokalisty Behemotha podzieliła również Ania Dąbrowska:

"Mateusz reprezentuje tę grupę wokalistów, którzy, niestety, ostatnimi czasy mają mniej fanów, niestety. Ja też bardzo lubię, jak Mateusz śpiewa, bo śpiewa perfekcyjnie, tylko że dalej nic z tego nie wynika. I to, że ty tak dobrze śpiewasz, to ty już sam o sobie to wiesz, ale w dalszym ciągu próbujesz się tym popisywać, moim zdaniem niepotrzebnie. I to była nadinterpretacja, to nie były czyste emocje, to były zagrane emocje, ty to zagrałeś."

Jednak wypowiedź Ani przerwał sam Mateusz:

"A ja myślę, że masz ze mną prywatny problem, szczerze mówiąc. Bo znam cię jako artystkę, znam twoją pierwszą płytę, znam twoją rolę w Idolu i wiem, że odpadłaś dość szybko i emocje i komentarze też były krytyczne, więc nie wiem, skąd jakiś problem." - próbował się odgryźć uczestnik krytykowany uczestnik.

Jurorka nie dała się jednak sprowokować i swoim podsumowaniem zakończyła nieprzyjemną wymianę zdań: "Wiesz, możesz mnie teraz próbować dotknąć prywatnie, ale to się nie uda. Ja tobie dobrze życzę, ale życzą ci dobrze muszę cię krytykować, bo uważam, że w tą stronę to donikąd zmierza, po prostu donikąd."

Jak sądzicie, czy uczestnikowi wypada zachowywać się w ten sposób wobec jurorki?