Polskie kino coraz śmielej próbuje mierzyć się z najnowszą historią. Owszem, wciąż stawia pomniki: księdzu Popiełuszce, generałowi Nilowi, ale też coraz częściej kinu polskiemu udaje się zajrzeć pod podszewkę narodowych, bohaterskich mitów, opowiadając o PRL-u inaczej niż w poetyce propedeutycznej czytanki. "Różyczka" zatrzymuje się w pół drogi między tym, co zwykliśmy obnosić na awersach przeszłości, a tym, co wygląda z jej rewersu. Jak na rewers "Różyczka" jest za mało odważna, zbyt schematyczna i oczywista, do awersu z kolei dopisuje za wiele wątpliwości, uciekając od podziału na kryształowych opozycyjnych bohaterów i parszywych aparatczyków.

Kidawa-Błoński wtłoczył historię w przyciasnawe w tym wypadku ramy kina gatunkowego. Zrobił to na tyle sprawnie, że jego film gładko się ogląda. I na tyle jednak konwencjonalnie, że ekranowy dramat wpisuje się w już uporządkowaną wersję heroiczno-ubeckiej historii.

Premierze "Różyczki" pikanterii dodaje głośny protest córki Pawła Jasienicy, która zagroziła procesami o naruszenie dóbr osobistych za porównywanie losów filmowego Janusza Weinera z biografią jej ojca. W latach 60. pisarz poznał, a następnie poślubił Zofię Darowską, tajną współpracowniczkę SB (ps. Ewa), która regularnie na niego donosiła. Cała historia została oficjalnie ujawniona dopiero w roku 2002.


W filmie agentka podsunięta pisarzowi przez SB najpierw na niego donosi, a później naprawdę się w nim zakochuje i próbuje wywikłać ze współpracy. Pisarz też ją kocha, choć wie, że to ona zdradza jego tajemnice SB. A ma pisarz sporo do ukrycia, bo pod pseudonimem Adam Warczewski pisze felietony do "Wolnej Europy" i na parkowej ławce przekazuje je owinięte w "Trybunę Ludu". Kidawa-Błoński bardzo luźno na szczęście inspiruje się prawdziwą historią. Pisarz nie do końca pasuje do wizerunku Jasienicy. Jest po trosze także Kisielem, gdy rzuca słynne zdanie o dyktaturze ciemniaków albo gdy zostaje pobity przez nieznanych sprawców, po trosze i innymi, którzy już w latach 60., przed narodzinami zinstytucjonalizowanej opozycji, mieli odwagę otwarcie krytykować system.

Andrzej Seweryn gra Warczewskiego znakomicie, ale skazany na majestatyczną pozę nie ma szans wyjść poza inteligencki stereotyp. Z kolei Magdalena Boczarska, mimo kilku scen znakomitych, sugerujących wewnętrzne rozdarcie, najlepiej się w tym filmie rozbiera. Tylko jeden bohater naprawdę zostaje obdarzony ambiwalencją. Ten trzeci – przekonany co do słuszności swej misji ubek, który podsuwa swą dziewczynę Warczewskiemu, by go zdemaskować jako wroga ustroju i w efekcie ją traci. Robert Więckiewicz zagrał tę rolę fenomenalnie, wydobył zeń wszelkie niuanse, paradoksy i niejednoznaczności – gorliwość maskującą wstydliwy sekret, wstręt do brudnej roboty, niemożność wywikłania się z matni służb i wreszcie cierpienia kogoś, kto utracił miłość w cynicznej grze. Kat staje się ofiarą, ewidentny czarny charakter stopniowo nabiera coraz jaśniejszych odcieni szarości.

RÓŻYCZKA | reżyseria: Jan Kidawa-Błoński | Canal+ | niedziela | 19 czerwca | godz. 22.50