Jack Bauer – superagent po przejściach osiem razy ryzykował wszystko, by ocalić sześciu lokatorów Białego Domu, swój kraj i cały świat. A widzom zapewnić 192 godziny emocji porównywalnych z jazdą na rollercoasterze. Przy okazji wyciągnął z tarapatów macierzystą stację Fox i dokonał rewolucji w dziedzinie produkcji telewizyjnej.

Reklama

Nic nie jest takim, jakim się wydaje

"Przez 24 godziny" było pierwszym serialem opartym na pomyśle, aby wydarzenia rozgrywały się w czasie rzeczywistym. Każdy z odcinków relacjonował to, co działo się w godzinę, dzięki czemu widz miał wrażenie, iż ogląda nie fikcję, lecz historię na żywo. Pomysł ten powtarzali potem twórcy innych tasiemców z Shondą Rhimes, matką "Chirurgów" na czele. Dla wzmocnienia efektu od czasu do czasu w rogu ekranu pojawiał się zegar, pokazujący upływające minuty. Na dodatek podejrzani byli dosłownie wszyscy, każdy zaś epizod kazał nam całkowicie zmieniać zdanie na temat poszczególnych postaci. Rewolucyjny format to tylko jeden z powodów, dla których o serialu było głośno. W nieoczekiwany sposób znalazł się on w samym środku debaty politycznej po wydarzeniach w Abu Ghraib. Krytycy zarzucali wtedy twórcom "Przez 24 godziny", że usprawiedliwiają użycie tortur podczas przesłuchiwania jeńców. "To bzdura! – mówił Sutherland. – Jedynym celem, dla którego zamieściliśmy je w serialu, było zwiększenie jego atrakcyjności".

Osiem sądnych dni i nocy

W pierwszej dobie Jack Bauer, szef jednostki antyterrorystycznej CTU w Los Angeles, starał się zapobiec zamachowi na życie na pierwszego czarnoskórego prezydenta USA (Palmera nie Obamę!). I na tym mogło się skończyć, bowiem początkowe wyniki oglądalności serialu były kiepskie. Jednak widzowie dali się wciągnąć w sensacyjną rozgrywkę, a "Przez 24 godziny" stał się światowym hitem nagrodzonym dwoma Złotymi Globami oraz trzema statuetkami Emmy. Wskrzesił też karierę samego Sutherlanda, bowiem syn słynnego Donalda i wnuk byłego premiera Kanady znajdował się wówczas w sporym dołku. – Między 27. a 35. rokiem życia z niektórych ról się wyrosło, a do innych jeszcze nie dorosło – wspomina Kiefer, który z zapomnianego przez reżyserów i widzów imprezowicza, zmienił się w najlepiej zarabiającego amerykańskiego aktora telewizyjnego z pensją 550 tysięcy dolarów za odcinek.

Agent, nasz anioł stróż

Z zapałem więc szukał bomby atomowej mogącej spowodować globalną katastrofę nuklearną i ratował Los Angeles przed śmiertelnym wirusem. W tak zwanym między czasie Jack musiał wyciągać z opresji córkę, dziecko superagenta jest bowiem łakomym kąskiem dla wszelakich złoczyńców. Za to trafił na listę najseksowniejszych serialowych ojców. A gdy widzowie zastanawiali się: "Ile jeszcze ten facet może przejść?", scenarzyści zafundowali mu tortury z rąk Chińczyków (sezon szósty) oraz przesłuchania przed komisją senacką pod zarzutem znęcania się nad podejrzanymi (sezon siódmy, zdaniem krytyków najlepszy).

W finałowej odsłonie też łatwo nie będzie. Terroryści szykują się do zamachu na prezydenta państwa Bliskiego Wschodu, który przybywa z wizytą do Ameryki. Czy jak poprzednio okaże się, że z czasem można wygrać? Zobaczymy. Czy Jack Bauer jeszcze wróci? "Tak długo, jak tylko Jack Bauer nie zginął, wszystko jest możliwe" – zapewnia Kiefer. Jeśli nie na mały, to na duży ekran, bo trwają prace nad kinową wersją "Przez 24 godziny". Ciąg dalszy więc nastąpi.

Przez 24 godziny 8 | Canal+ | od 21 kwietnia | czwartki, godz. 21.00