Jak donosi "Fakt":

- W sobotę Szapołowska nie zjawiła się na przedstawieniu „Tango” Sławomira Mrożka, gdzie miała zagrać jedną z głównych ról. W zamian wybrała występ w programie TVP 2 „Bitwa na głosy”, gdzie jest jurorką. Spektakl w teatrze został odwołany, a postawiony w niezręcznej sytuacji dyrektor Jan Englert musiał tłumaczyć się przed publicznością. Następnego dnia aktorka zagrała jak gdyby nigdy nic w spektaklu i wydawało się, że sprawa rozejdzie się po kościach. 


Jednak wczoraj media obiegła informacja, jakoby Englert podjął już decyzję o zwolnieniu aktorki z Teatru Narodowego za jej sobotni wybryk. W rozmowie z jednym z serwisów prasowych dyrektor stwierdził: – Od strony prawnej wygląda to tak, że naturalną rzeczą jest rozwiązanie umowy z panią Szapołowską. 


Okazuje się jednak, że jeszcze nic nie jest przesądzone. Fakt postanowił porozmawiać z aktorem. – W środę spotykam się z Grażyną Szapołowską. Do tego czasu nie podejmuję żadnych decyzji ani nie komentuję tej sytuacji – powiedział nam pan Jan. Czy zdecyduje się rozwiązać umowę ze swoją wieloletnią znajomą? Tego dowiemy się najwcześniej dzisiaj.

Dlaczego ceniona aktorka zdecydowała się zlekceważyć publiczność? Według naszych informacji, Szapołowska postawiła wszystko na jedną kartę. Pieniądze zarobione w „Bitwie na głosy” – czyli około 150 tys. złotych – aktorka w całości przeznacza na produkcję debiutanckiego filmu jej córki Katarzyny Jungowskiej.  A w teatrze o takich pieniądzach może tylko pomarzyć...

>>> CZYTAJ TAKŻE: "Juror "X Factor lubi seks"