Tytuły brzmią podobnie, billboardy reklamujące poszczególne seriale wyglądają niemal identycznie – łatwo więc o pomyłkę. Żeby nie mylił nam się "Przepis na chichot" z "Linią losu", przyjrzyjmy się zarysom fabuł.

"Chichot losu" opowiada o życiu, cytuję: "antydzieciowej singielki" Joanny (Marta Żmuda-Trzebiatowska) i dwójki dzieci, które przypadkowo trafiają pod jej opiekę. "Przepis na życie" jest z kolei o życiu utalentowanej kulinarnie Anki (Magdalena Kumorek), jej córki i męża lekarza, który właśnie odchodzi do innej kobiety. "Linia życia" dla odmiany opowiada o życiu młodej lekarki Klary (Paulina Chruściel) oraz jej rodziny i trzech innych familii związanych wspólnym losem. W oddali słychać chichot.

Powodów do śmiechu jest mnóstwo, zwłaszcza gdy dociekliwy widz wpadnie na trop rozwiązania tej frapującej zagadki. Otóż łudzące podobieństwo owych seriali nie jest tak zupełnie przypadkowe. Wszystkie wyprodukował jeden człowiek – Michał Kwieciński (Akson Studio oraz Bogota Film). Miejmy nadzieję, że jakiś troskliwy asystent dba o to, by panu Michałowi nie myliły się scenariusze poszczególnych telenowel. Ale jeśli antydzieciowa singielka nagle zacznie gotować wymyślne potrawy, to będziemy w domu.

Co zaś do kardynalnego pytania: "co oglądać", to wybór, drogi widzu, należy oczywiście do Ciebie.