– To nie będzie wyłącznie film o zombi – mówi "Kulturze" Robert Kirkman, autor komiksowego pierwowzoru "Walking Dead" (w Polsce wydanego jako "Żywe trupy") oraz współproducent serialu. – Przede wszystkim chcemy pokazać, jak strasznie popieprzeni są ludzie, zwłaszcza w kryzysowych sytuacjach. Jak każdy porządny horror "Walking Dead" jest przede wszystkim społecznym komentarzem – dodaje.

Punkt wyjścia serialu jest dobrze znany z wielu filmowych horrorów. Z nieznanych przyczyn ludzie zaczynają zmieniać się w zombi – żądne krwi żywe trupy, bezmyślne, kierujące się prymitywnym instynktem stwory. Nieliczni ocaleni szukają ucieczki przed zagładą, miejsc, w których mogliby rozpocząć nowe życie. Skalę apokalipsy oglądamy oczami głównego bohatera, Ricka Grimesa (Andrew Lincoln), policjanta, który postrzelony w czasie pościgu za bandytą spędził kilka tygodni w śpiączce. Gdy się z niej wybudził, świat, jaki pamiętał, już nie istniał. Rick cudem uchodzi z życiem z opanowanego przez zombi szpitala i wyrusza na poszukiwanie swojej rodziny – żony Lori (Sarah Wayne Callies) i synka Carla (Chandler Riggs).

W swoim komiksie (w Polsce ukazało się już dziesięć tomów) Kirkman poświęca mnóstwo uwagi psychologicznym portretom bohaterów. Nawet mało znaczące postaci drugoplanowe są doskonale zarysowane i uzupełniają obraz upadku społeczeństwa w czasach zagłady. – Akcja jest tutaj bardzo ważna, ale jeszcze ważniejsze jest budowanie ciągłego napięcia między bohaterami – opowiada autor "Żywych trupów". – Moralne wybory, jakich muszą dokonać, często są bardziej przerażające niż same zombi.


Podobnie ma być również w serialu, za którego realizację odpowiadają m.in. Frank Darabont, trzykrotnie nominowany do Oscara twórca filmów "Skazani na Shawshank" i "Zielona mila", oraz Gale Anne Hurd, producentka trzech części "Terminatora" oraz "Obcych: Decydującego starcia". Kirkmanowi udało się z wyeksploatowanego przez popkulturę tematu stworzyć komiks wybitny, zaś Darabont doskonale przełożył to na język filmu. Trwający półtorej godziny odcinek pilotażowy, który obejrzymy w sobotę na kanale Fox, to kawał porządnego, trzymającego w napięciu i zrealizowanego z iście hollywoodzkim rozmachem kina.

– Frank jest genialnym reżyserem – chwali Kirkman. – Doskonale wyczuł, jaki powinien być ten serial, jak mało kto zna się na horrorach, panuje nad każdym elementem planu. Praca z nim była olbrzymią przyjemnością, ale jednocześnie największym wyzwaniem w mojej karierze.

Darabont wiernie adaptuje wątki "Żywych trupów", znakomicie rozbudowując drobne epizody, które w komiksie zajmowały zaledwie kilka kadrów. Ale "Walking Dead" tylko dzięki temu zyskuje. – Punkt wyjścia jest taki sam jak w komiksie – przyznaje Kirkman. – Ale później akcja będzie się rozwijać niezależnie od komiksu. Nie chcemy, żeby czytelnicy poczuli się znużeni serialem, a widzowie twierdzili, że nie muszą sięgać po komiksy.


Pierwszy sezon "Walking Dead" liczy sześć odcinków. Produkująca go amerykańska stacja AMC nie potwierdziła jeszcze, czy powstanie kolejna seria. Ale Frank Darabont przyznał, że już pracuje nad kolejnymi scenariuszami. A Hurd w jednym z wywiadów zdradziła, że kolejne serie będą liczyć po trzynaście epizodów. Wszystko więc wskazuje na to, że zombi apokalipsa nie skończy się po zaledwie paru tygodniach.

WALKING DEAD | Fox | sobota, godz. 22.00

Zombi nie były wcale najgorsze

Sarah Wayne Callies: Nie znałam wcześniej komiksu Roberta Kirkmana. Szczerze mówiąc, zaczęłam go czytać dopiero na planie, i to już jak byliśmy mniej więcej w połowie zdjęć. Zarówno komiks, jak i wcześniej scenariusz ujęły mnie zaskakującym przedstawieniem tematu. Mimo iż jest to bardzo ponura, brutalna i mroczna historia o zombie, to najważniejsza w niej jest psychologia postaci oraz wzajemne relacje, łączące bohaterów. Z bohaterami serialu łatwo też się utożsamiać – to po prostu ludzie walczący o przetrwanie w ekstremalnych warunkach. I zombie wcale nie są najstraszliwszą rzeczą, z jaką przyjdzie im się zmierzyć.

Rola Lori (żony głównego bohatera – red.) okazała się dla mnie sporym wyzwaniem. Chciałam się jednak sprawdzić w nieznanym sobie gatunku filmowym, żeby widzowie, którzy kojarzą mnie jako lekarkę ze „Skazanego na śmierć”, poznali także inne moje oblicze.