W serialu „Kod genetyczny” gra pan czarny charakteru. Jak się pan czuje w tej roli?

Reklama

Krzysztof Pieczyński: Po latach pracy nad czarnymi charakterami trochę się oswoiłem. Nie patrzyłem też na mojego bohatera w ten sposób. Moją rolą jest pokazać, co stoi za tym, że ten człowiek jest taki, a nie inny. Nie chodzi o usprawiedliwianie jego zachowań, ale raczej zrozumienie, co kryje się u ich genezy, znalezienie motywów, które kierują zachowaniem danego bohatera.

Pana bohater to polityk, były minister sprawiedliwości. Czy budując tę postać miał pan jakiś pierwowzór?

Nie, ponieważ gdybym go miał, ciężko pracowałoby się nad tą postacią. Nie próbowałem tego uwikłać w kontekst aluzji do obecnej sytuacji. Nie chciałem się tym zajmować. Stosunkowo prostym jest tworzenie takich odniesień do rzeczywistości politycznej. My się w tym trenowaliśmy już w czasach komuny. W czasie stanu wojennego w teatrze każde słowo znaczyło coś innego. Wszystko było oparte na aluzji, ale też ta aluzja doprowadziła do pewnej płaskości w teatrze. Już nie można było opowiedzieć o Śnieżce i siedmiu krasnoludkach, bo jeden z krasnali musiał reprezentować Jaruzelskiego. Każda bajka, każdy spektakl, wszystko było z podtekstem politycznym. Zaczęło mnie to wtedy męczyć. Takie jednak były czasy, nie dało się od tego uciec.

Teraz to nieaktualne?

Teraz mamy powtórkę tamtych czasów, ale za dużo już widziałem, żeby znów sprowadzać sztukę do aluzyjności. Wolę przekazać to, co mam do powiedzenia w sprawach duchowych, szczególnie w sprawach wrażliwości ludzkiej. Cały czas podkreślam, byśmy chronili swoją wrażliwość, bo politycy się zmienią, świat się będzie zmieniał, ale jeśli chcemy ocalić siebie, musimy mieć coś stałego. To zaś, co w człowieku stałe, jest też najbardziej kruche. Takie skakanie sobie do gardeł i do oczu, z jakim mamy obecnie do czynienia, jest
zabijaniem tej kruchości, czyli tego, co w nas najcenniejsze. Dlatego jako artysta muszę te sprawy oddzielać. Budując mojego bohatera nie robiłem więc żadnych aluzji. Po prostu wziąłem postać, która nie jest ani po jednej, ani po drugiej stronie politycznej barykady. Interesował mnie człowiek, jakie ma motywacje, żeby tak żyć i tak postępować. Jednocześnie jednak, im dłużej byłem w tej roli, tym więcej widziałem w moim bohaterze cech człowieka, którego najbardziej nienawidzę.

Czyli kogo?

Nie chcę rzucać nazwiskami, ale najbardziej nienawidzę ludzi, którzy manipulują, a mój bohater jest takim człowiekiem.

Czy to trudne wcielić się w kogoś, kogo się tak bardzo nienawidzi?

Bardzo trudne, przez długi czas nie dopuszczałem do siebie, że gram taką postać. Jednak im dłużej byłem na planie, tym trudniej było temu zaprzeczyć.
Środki wyrazu, jakie stosowałem sprawiły, że on stał się subtelnym graczem, manipulatorem w białych rękawiczkach. To jednak tylko podkreśliło, jak niebezpiecznym był człowiekiem. Wydaje mi się, że manipulator, który ma narzędzia do tego, by uwieść ludzi, jest najbardziej niebezpieczny.

Jak układała się panu współpraca z Adamem Woronowiczem? To bowiem z jego postacią pana bohater wchodzi w największy konflikt.

Pracowaliśmy ze sobą po raz pierwszy. Była to udana współpraca. Adam jest bardzo dobrym i charyzmatycznym aktorem, ale dzieli nas pokolenie, więc wynikające z tego różnice są widoczne. Inaczej pojmujemy pewne rzeczy. To niekoniecznie jest coś negatywnego, różnice mogą być przecież ciekawe.

Adam Woronowicz nie ukrywa tego, jak ważna jest dla niego religia. Pan zaś otwarcie i ostro atakuje Kościół. Zdarzało wam się rozmawiać na ten temat?

Nie. Unikaliśmy tego tematu, ponieważ jest to konflikt nie do pogodzenia. Ja mówię o duchowości, a Adaś o religijności. On upatruje w Kościele coś, czego ja wiem, że tam nie ma. W związku z tym między nami rozmowy na ten temat być nie może. Porozumienie byłoby niemożliwe.

A jednak zalicza pan tę współpracę do udanych, więc porozumienie ponad podziałami jest możliwe

Reklama

Unikaliśmy tematu dla dobra pracy i do pewnego stopnia osiągnęliśmy ideał, jaki mogą osiągnąć dwie, tak kategorycznie różne osoby. Bo jesteśmy kategorycznie inni, a byliśmy w stanie bardzo dobrze współpracować ze sobą na planie.

W jednym z ostatnich wywiadów Marian Opania przyznał, że fakt iż głośno mówi o swoich poglądach, w tym politycznych, naraża go na utratę niektórych kontraktów zawodowych. Czy pan również ma wrażenie, że zaangażowanie w takie sprawy, jak polityka, czy krytykowanie Kościoła odbija się na pana pracy?

Tak oczywiście. Zasada jest taka, że TVP nie chce ze mną pracować, a ja nie chcę pracować z nimi. Uważam, że reprezentują bankructwo moralne, duchowe i polityczne. TVP jest psiarnią. Sprowadzili Polskę, przez wykorzystywanie silnego medium, do poziomu ujadających psów. Nie chcę mieć z nimi nic wspólnego. Oni przeminą, ale rozdźwięk, jaki zrobili między nami będzie trwał jeszcze wiele lat. Uniosłem się, ale kiedy pracowaliśmy nad serialem w ogóle nie myślałem o tych tematach, a teraz ledwo skończyliśmy i już wszystko wraca

Praca nad filmem jest dla pana czasem odcięcia się od rzeczywistości, również tej politycznej?

Tak. To jest moje życie. Muszę się odciąć, bo inaczej mnie to zżera. Ten cały klimat, to wszystko co się dzieje, jest jak potężna dawka trucizny od ludzi, którzy nie rozumieją, że nie reprezentują ani Polski, ani Polaków. Reprezentują jedynie skatoliczczoną, indoktrynowaną część społeczeństwa, zbyt zakłamaną, by zająć się Bogiem. W trakcie pracy muszę się od tego odciąć, tak jak robiłem to 40 lat temu żeby poświęcić się sztuce, nad którą pracowałem. Kocham mój zawód i on tego ode mnie wymaga. Kilka lat temu w trakcie pracy nad serialem zrobiłem kilka wywiadów i bardzo źle to się dla mnie skończyło.

Dlaczego?

Ponieważ nie oddałem 100% siebie dla pracy. Źle się stało i mam do siebie o to pretensje. Jest to lekcja na przyszłość. W trakcie pracy nie będę brał udziału w żadnych utarczkach politycznych, żadnych wywiadach, żadnej aktywności poza tą związaną z pracą. Każde odejście od tego odciąga bowiem uwagę, a to jest zawód, który wymaga całkowitego skupienia na tym, co się robi.

Pierwszy odcinek "Kodu genetycznego" zostanie wyemitowany na antenie TVN w poniedziałek 2 marca o godz. 21.30. Serial będzie można oglądać również na player.pl