ARTUR ZABORSKI: Ubbe wydaje się najbardziej rozsądnym z synów Ragnara. Zgodziłbyś się z tym?

JORDAN PATRICK SMITH: Tak, zdecydowanie. Pozostali synowie są zdecydowanie mniej dojrzali.

Czy to się zmieniło w piątym sezonie?

Jordan: Nie. Jeśli cokolwiek się zmienia to to, że Ubbe staje się jeszcze rozsądniejszy. Jego postać staje się jeszcze ważniejsza, bo pozostali dwaj bracia wybierają inną ścieżkę: rzezi i zabijania. Ubbe ma cel, do którego dąży: chce się ustatkować. Pozostali bracia nie mają żadnych planów. Plany Ubbe dzielą braci. Każdy wybiera inną drogę.

Pomiędzy braćmi jest specyficzna dynamika, istnieje szczególna więź. Jak wy budowaliście tę więź na planie, zaczynając razem grać?

MARCO ILSO: Mieliśmy szczęście, bo dostaliśmy mieszkania blisko siebie, w tym samym budynku, więc już na kilka miesięcy przed rozpoczęciem zdjęć spędzaliśmy ze sobą dużo czasu. Ta dynamika narodziła się więc na długo przed tym, nim padł pierwszy klaps.

Jordan: To się zaczęło tego samego dnia, którego mieliśmy przesłuchania. Przyleciałem z Australii na dwa dni na casting. O role ubiegało się w sumie dwunastu facetów. Po przesłuchaniu miałem wracać do domu, ale wcześniej chciałem jeszcze spróbować Guinnessa, bo nigdy wcześniej go nie piłem. Namówiłem więc Marco i Aleksa, by poszli ze mną. W rezultacie nasz wieczór mocno się przedłużył, dzięki czemu zdążyliśmy się polubić. Od samego początku łączyła nas więc bliska więź. Kiedy wszyscy dostaliśmy role, zamieszkaliśmy w tym samym hotelu. Po miesiącu przeprowadziliśmy się do swoich mieszkań, które były dosłownie po drugiej stronie korytarza. Nie sposób było więc pójść gdzieś samemu. Staliśmy się więc sobie bardzo bliscy.

Czy trudno było wcielić się w starsze wersje bohaterów, których widzowie już dobrze znali?

Jordan: Dużo trudniej było odnaleźć się na planie, ponieważ byliśmy nowi i nie znaliśmy pozostałych członków obsady. Michael, który stworzył nasze postacie na papierze, zrobił z nich osiłków, ale nie opisał tego, co działo się z nimi wcześniej. Musieliśmy zatem wypełnić jakoś tę siedmioletnią lukę pomiędzy okresem dzieciństwa a tym, kim byli teraz. Czasem wymyślałem wcześniejsze perypetie mojego bohatera, a Michael dopisywał je w scenariuszu. Potem zdawałem sobie sprawę, że powinienem był zagrać moją postać inaczej.

Co Michael powiedział wam o waszych bohaterach? Czy opowiedział wam o tym, kim były w rzeczywistości, czy sami próbowaliście się o nich coś dowiedzieć?

Marco: Myślę, że większość aktorów chce się dowiedzieć czegoś o postaci, którą ma grać już na etapie przesłuchań. Ja poczytałem o swojej w internecie, zanim zaczęliśmy zdjęcia.

Jordan: To wcale nie takie łatwe, bo wszystko, co jest napisane o Wikingach, napisane jest z perspektywy Anglików. Wikingowie opisani są jako banda brodatych szaleńców, którzy zabijali i gwałcili wszystkich. Ale prawda wyglądała inaczej. W seriali pokazujemy, jak ważna była dla nich rodzina.

Czy zaskoczyło was to, czego dowiedzieliście się o Wikingach podczas kręcenia serialu?

Jordan: O tak, bardzo. Byli dużo czystsi, niż myślałem. Wszystkim się wydaje, że byli brudasami, ale tak naprawdę bardzo dbali o higienę. Używali ości do czyszczenia zębów.

W "Wikingach" nie brakuje widowiskowych scen akcji. Czy z czasem kręci się je łatwiej? Czy coś szczególnie w nich lubicie?

Marco: One nie stają się łatwiejsze, to my jesteśmy w nich coraz lepsi. Rosną więc oczekiwania wobec samych siebie, kiedy je kręcimy.

Jordan: Na początku cieszyliśmy się z faktu, że mogliśmy kręcić sceny walk na miecze. Ale teraz wiemy, że tu chodzi o kreację aktorską, w którą trzeba włożyć dużo więcej pracy. Bardzo nam to odpowiada.

Marco: To prawda. Broń zrobiona jest z bambusa, więc jest bardzo ciężka. Musimy więc być bardzo ostrożni.

Jak się przygotowywaliście do takich scen?

Marco: Przygotowania trwały 3-4 tygodnie, ale nie ćwiczyliśmy codziennie.

Jordan: Trzeba zacząć od podstaw. To jak z tańcem. Najpierw uczysz się kroków, a potem dopisujesz historię do konkretnej walki. Im dłużej praktykujesz, tym pewniej się czujesz. Kiedy zaczynasz pracę w serialu, chcesz zabijać wszystkich dookoła, ale tego wcale się dobrze nie ogląda. Chodzi o to, że trzeba co chwilę unikać śmierci, do czego młodzi muszą się przyzwyczaić.

Marco: Kiedy stoisz na szczycie góry, gdzie jest raptem 5 stopni i na dodatek pada deszcz, to nie jest wcale przyjemne. Przy przygotowywaniach jest sporo zabawy, ale jak przychodzi co do czego, zaczyna się ciężka praca.

Czy baliście się spotkania z tak dużą i zgraną ekipą?

Marco: Bardzo. Kiedy weszliśmy na plan pierwszego dnia, spoczywała na nas duża odpowiedzialność. Nie mogliśmy niczego zepsuć, bo Travis Fimmel pożegnał się z serialem, więc historia braci musiała wypalić. Zatem nie, żadnej presji pierwszego dnia nie było!

Czy podczas zdjęć coś było dla was szczególnie trudne?

Marco: Bitwy i scena, w której Ivar zabija brata. To w dużej mierze ustawiało dwa kolejne sezony. To największa zmiana, która dotknęła naszych bohaterów. Nawet śmierć Ragnara nie była tak szokująca, bo była w pewnym sensie do przewidzenia. Ale kiedy brat w gniewie podnosi rękę na własnego brata, to zmienia wszystko.

Jordan: To jest moment, w którym drogi braci się rozchodzą. Zgodziłbym się również z tym, że sceny walk są szczególnie trudne, bo składają się z bardzo wielu elementów, które muszą wyglądać wiarygodnie. I wszystkie muszą się składać w całość.

A co z faktem, że Lagertha zabija Aslaug, waszą matkę? Jak to wpłynęło na braci?

Jordan: Myślę, że jej śmierć na wpłynęła tak bardzo na Ubbe i Hvitserka, bo nie byli z matką tak bardzo związani, jak Ivar. Bracia stracili dla Aslaug szacunek, jak dowiedzieli się, że zdradza swojego męża, Ragnara. No i nasza matka nie żyje, więc nie da się specjalnie nic z tym zrobić. Jeśli zaczniemy ścigać Lagerthę, zginiemy w przeciągu jednego dnia. Bracia znaleźli się w bardzo trudnej sytuacji. Ktoś zabił ci matkę, a ty masz zostać księciem i nic nie da się z tym zrobić.