O swojej ucieczce ze stolicy starsza z sióstr Popławskich opowiedziała w rozmowie z "Wysokimi Obcasami". Aktorka zdradziła, że z dala od miejskiego szumu czuje się bezpieczniej:

Reklama

Nie bałam się przeprowadzić na wieś. To w mieście raz zostałam napadnięta i okradziona, tutaj czuję się bezpiecznie. Do mojej miejscowości dojeżdża autobus, potem kawałek trzeba przejść, bo mój dom jest ostatni, a za nim zaczyna się puszcza

Aleksandra Popławska zapewnia, że nawet jej nastoletnia córka czuje się dobrze w wiejskim domu, a często przebywający u nich goście bardzo chwalą sobie wizyty w nim:

Mój dom przypomina stylem domek prowansalski, ciepły i przytulny, pełno w nim obrazów, pamiątek z podróży, książek. Mam kominek i duży stół ze starego dębowego drewna z recyklingu z kaflem na środku, na którym można postawić gorące naczynia.

Mój domek stoi na skraju Puszczy Kampinoskiej. Za płotem mieszkają dzikie zwierzęta i spokój, można iść do lasu uprawiać sport, kontemplować albo się wykrzyczeć. Pochodzę z zabrzańskiego blokowiska. Za ścianą mojego pokoju był zsyp, słyszałam wszystkie wyrzucane śmieci, a gdy grałam na pianinie, z góry i z dołu płynęły stukania – żebym grała ciszej.

Popławska dodała, że po latach mieszkania na blokowiskach, szukała miejsca cichego, intymnego i pozwalającego na niezależność:

Znalazłam takie miejsce, w którym, jeśli mam ochotę, mogę poleżeć na trawie w słońcu, tak jak mnie Pan Bóg stworzył, i nikt mi w tym nie przeszkadza – dodała