Goszcząc w show Wojewódzkiego Kożuchowska przyznała, że rola w "M jak miłość" wciąż się za nią ciągnie, bowiem wielu fanów serialu nie może jej darować tego, jak odeszła Hanka:

Jest obawa, jest takie niebezpieczeństwo, że jak już umrę, to zamiast porządnej płyty nagrobnej, ktoś postawi karton. (…) Co jednakowoż zaskakuje mnie, że co roku są tacy, którzy obchodzą rocznicę śmierci Hanki. Pojawiają się wtedy wpisy na moim Instagramie wpisy: "Pani Małgosiu, czy pani pamięta, że dzisiaj ta rocznica śmierci Hanki?". Odpowiadam "Tak oczywiście, idę ze zniczem".

Kuba zapytał aktorkę, jak to się w ogóle stało, że jej bohaterka zginęła w kartonach. Małgorzata opowiedziała więc historię końca Hanki:

Rekwizytorzy mówią tak: "Gośka, nie ma kasy, nie możemy zniszczyć tego samochodu. Generalnie jest słabo, nie wiadomo jak z tego wybrnąć, więc dla ciebie sprowadziliśmy kartony, żeby to była taka amortyzacja". Nie było materacy, gąbki, powinny być takie rzeczy, były kartony, jedyne co za darmo mogli rzucić. Pamiętam, że powiedziałam, że trzeba tak wykadrować, żeby nie było widać. No i wyszło jak wyszło.

Kożuchowska wytłumaczyła także, dlaczego lata temu, gdy Wojewódzki chciał ściągnąć ją w roli jurorki do "X Factor", odmówiła udziału w show TVN:

Byłam chyba w takim momencie w życiu, że trochę się bałam, że jak zasiądę w fotelu jurora, to już w nim zostanę. Całe życie uciekam przed takimi szufladami. Czasami ta ucieczka trwa dłużej, a czasami krócej, ale cały czas muszę przed czymś uciekać i trochę się tego fotela bałam, aczkolwiek oczywiście mnie ta formuła kusiła, bo lubię wyzwania.