Dla wszystkich fanów serialu "M jak miłość" śmierć Hanki Mostowiak to był ogromny szok. Postać grana przez Małgorzatę Kożuchowską miała wielu sympatyków i fakt, iż twórcy telenoweli zakończyli jej historię w tak kurialny sposób jak wypadek w kartonach, ściągnął im na głowę lawinę hejtu. Ponieważ zaś z produkcją "M jak miłość" najbardziej utożsamiana jest Ilona Łepkowska, to ona za odejście Hanki jest krytykowana najbardziej.

W ostatniej rozmowie z "Faktem" popularna scenarzystka postanowiła raz na zawsze wyjaśnić, że nie miała z tym wątkiem nic wspólnego:

Ja tego nie pisałam i może jak powiem to w "Fakcie", do ludzi wreszcie dotrze, że to nie ja zabiłam Hankę Mostowiak! Nie zabiłam Hanki w kartonach. Nie zabiłam, ale wiedziałam, że umrze w tych kartonach. Obejrzałam ten odcinek, obejrzałam jak to było zrobione i do tej pory słyszę uwagi nieprzyjemne na ten temat.

Łepkowska opowiedziała także sytuację, która wydarzyła jej się zaraz po emisji ostatniego odcinka z udziałem Hanki Mostowiak:

Obejrzałam i wyszłam na spacer z moim psem. Idę sobie moim psem, naprzeciwko widzę jakieś dwie panie z pieskami, które zobaczyły mnie i przyspieszyły kroku i podeszły do mnie wyraźnie złe. Na całe szczęście one miały takie małe pieski, a mój pies waży ponad 50 kilo i jest wielki. Podeszły do mnie i mówią: „Jak pani mogła. Jak pani mogła to zrobić. Ten Marek tak strasznie płakał”. Pomyślałam sobie, że gdyby nie mój pies, to może nie przeżyłabym i ja śmierci Hanki Mostowiak w kartonach.