Do opublikowania słów wsparcia dla Agnieszki Woźniak-Starak skłoniły Ewę Minge doniesienia na temat problemów z grobem jej zmarłego męża. Piotr Woźniak-Starak został bowiem pochowany na terenie prywatnej posiadłości rodziny Staraków w mazurskiej Fuledzie. Wkrótce jednak okazało się, że taki pochówek jest niezgodny z przepisami, a rodzinę zaczęły nękać kolejne kontrole i problemy z lokalnymi władzami.

Reklama

Ewa Minge nie może pojąć, jak w obliczu tragedii, jaką przeżyli niedawno Starakowie, można w ten sposób dokładać im cierpień:

Tak się zastanawiam, jak bardzo podłym człowiekiem trzeba być, aby wpaść na taki pomysł? Ludzie na swojej własnej ziemi pochowali swój dramat. Zamknęli kawałek miłości, którą śmierć bliskiego człowieka zamieniła w proch, aby być jak najbliżej tego prochu, aby miejsce, w którym doświadczali największego szczęścia, ale i nieszczęścia, otuliło ich żałobę i skryło resztki materii. Reszta jest w nich, metafizyka nie umiera, dusza łka i rozmowy z niebem będą trwały wieczność, od pytań "dlaczego", po te "czy jest Ci tam dobrze". Będą prośby: "daj mi siłę", będzie głaskanie kamienia. Czy to dziwne, że mając możliwość, ktoś pragnie intymnej rozmowy? Znam dużo bardziej niebezpieczne dla ludzi i środowiska działania w tej okolicy. Jest większa ilość problemów, jak te szczątki ludzkie w tej ziemi. Rozgrzebać teraz mu dom? Zrobić tym ludziom kolejny pochówek i zmartwychwstanie?

Dalej projektantka oburza się na fakt, iż fotoreporterzy wciąż polują na Agnieszkę Woźniak-Starak, a tabloidy wytykają jej każdy uśmiech:

Ludzie, co się z wami dzieje? I jeszcze te komentarze, że rodzina wyszła uśmiechnięta na ściankę, ściganie Agnieszki z aparatem, jaki prezentuje rodzaj miny. Serio? No właśnie, tym bardziej zostawmy w spokoju miejsce, gdzie spoczywa, bo może poza ściankami ktoś tam płacze przytulony do kamienia i może robić to bez udziału ciekawskich jego cierpienia, tak samo jak koloru włosów w tym kontekście rozpatrywanego. Dajcie żyć tym, co zostali i pozwólcie przeżyć im żałobę według własnego wzoru.

Ewa Minge zapewnia, że wie jak to jest ukrywać własną żałobę, bowiem grób swojej mamy musiała odwiedzać nocą:

Trzeba doświadczyć, żeby zrozumieć. Jako osoba popularna bywałam na cmentarzu w nocy. Siadałam na kamieniu przykrywającym grób mojej mamy i płakałam. Nie bałam się duchów, upiorów cmentarnych... bałam się żywych ludzi ze smartfonami. Noc pomagała mi zachować dla siebie cierpienie. Aga, trzymaj się i nie zwariuj, bo wszystko idzie w tym kierunku, żeby Cię dobić