Siateczkowa torba w tęczowych barwach, z którą dziennikarka chodzi na zakupy. A ponieważ mieszka na uważanej za hipseterską Saskiej Kępie w Warszawie, nie sądziła, że spotka się z tak różnymi, a czasem wręcz agresywnymi reakcjami:

Polski absurd w pigułce.
Mieszkam w liberalnej dzielnicy. Hipsteria. Artysci. Luz. Na przestrzeni kilkuset metrów niosąc zakupy w torbie z tęczą zostałam raz opluta, dwie panie pod kościołem na mój widok zrobiły znak krzyża(zupa czuła się błogosławiona), jeden starszy pan mnie popchnął na ulicy pod straganem mówiąc „parszywe lewactwo”, matka z dziećmi, które zawołały: mamo kupmy taką siatkę, jaką ma ta pani i odpowiedz: nie jesteśmy zboczeni; jednej pani z dzieckiem w sklepie na B prawie wypadły zakupy a potem zapytała teatralnym szeptem nad ekologiczna cukinią: Pani się tak nie boi z TYM chodzić? Gdzie mogę taką kupić? Moja emerytowana sąsiadka, słuchaczka Radia Maryja, urocza i zabawna, podeszła do mnie zatroskana: Pani Karolinko, przecież pani nie jest żadna lesba, po co tak prowokować? Najzabawniejsza była w piątek dziewczyna na rowerze i jej chłopak na hulajnodze, którzy złamali przepisy na skrzyżowaniu, żeby podjechać i zapytać, gdzie TO kupiłam. Że chcą kupić tego więcej i dać znajomym. Głównie w szoku są ludzie starsi, to prawda. W szoku, bo...tęcza.

Korwin Piotrowska jest zdumiona tym, jaką sensację może wywołać na ulicach stolicy zwyczajna z pozoru torba:

Trzy dni. Kilkaset metrów w stolicy Polski. Jedna torba. Zwykła acz niezwykła. Z tęczowym wzorem. Moje psy straciły prymat w zbudzaniu sensacji na ulicy.
Przegrały z tęczą. Już nawet nie z moim rozpoznawalnym ryjkiem.

Wyświetl ten post na Instagramie.

Polski absurd w pigułce. Mam 3 psy. Już samo to na ulicy wzbudza zainteresowanie. „Nie odda pani jednego?”, „Jak sobie pani radzi?”, albo swojsko „Kurwa, ci celebryci nie maja na co wydawać pieniędzy” ewentualnie „Rasistko jedna, nie wstyd Ci mieć rasowe psy, trzeba mieć ze schroniska”. Polska. Przyzwyczaiłam się. Jest jednak coś, co wzbudza znacznie większe zainteresowanie. Torba. Niepozorna. Teczowa z siateczki. Kiedy używałam jej po raz pierwszy, na spacerze z psami, naiwnie myślałam, ze to niewątpliwa uroda Lolka albo modelowe wywalenie na wszystko Cudnej, która wszystko wie lepiej, wzbudzają takie duże zainteresowanie. Myliłam się. Od tej pory zakupy robiłam jeszcze dwa razy. Bez psów. Mieszkam w liberalnej dzielnicy. Hipsteria. Artysci. Luz. Na przestrzeni kilkuset metrów niosąc zakupy w torbie z tęczą zostałam raz opluta, dwie panie pod kościołem na mój widok zrobiły znak krzyża(zupa czuła się błogosławiona), jeden starszy pan mnie popchnął na ulicy pod straganem mówiąc „parszywe lewactwo”, matka z dziećmi, które zawołały: mamo kupmy taką siatkę, jaką ma ta pani i odpowiedz: nie jesteśmy zboczeni; jednej pani z dzieckiem w sklepie na B prawie wypadły zakupy a potem zapytała teatralnym szeptem nad ekologiczna cukinią: Pani się tak nie boi z TYM chodzić? Gdzie mogę taką kupić? Moja emerytowana sąsiadka, słuchaczka Radia Maryja, urocza i zabawna, podeszła do mnie zatroskana: Pani Karolinko, przecież pani nie jest żadna lesba, po co tak prowokować? Najzabawniejsza była w piątek dziewczyna na rowerze i jej chłopak na hulajnodze, którzy złamali przepisy na skrzyżowaniu, żeby podjechać i zapytać, gdzie TO kupiłam. Że chcą kupić tego więcej i dać znajomym. Głównie w szoku są ludzie starsi, to prawda. W szoku, bo...tęcza. Trzy dni. Kilkaset metrów w stolicy Polski. Jedna torba. Zwykła acz niezwykła. Z tęczowym wzorem. Moje psy straciły prymat w zbudzaniu sensacji na ulicy. Przegrały z tęczą. Już nawet nie z moim rozpoznawalnym ryjkiem. Na zdjęciach: pełna zakupów torba i zatroskany o swoją celebrycką sławę gang, tak, to psy rasowe 💪🐶🌈

Post udostępniony przez karolina korwin piotrowska (@karolinakp)