O swoim rozczarowaniu Patrycja Sołtysik napisała najpierw na Instagramie. Swój wpis zaczęła od tego, że nie jest wymagającą wczasowiczką wymagającą nie wiadomo jakich luksusów, ale standard, jaki zastała w hotelu, nie spełniał nawet podstawowych oczekiwań:

W różnych warunkach i standardach wypoczywaliśmy i naprawdę nie zawsze to były luksusy ... natomiast zawsze doceniałam to co mam ☀️ tu zapłaciliśmy wcale nie mało za 4 gwiazdki all inclusive ... a w hotelu nie jemy absolutnie nic 😔 bawimy się dobrze bo takie mamy nastawienie ale jesteśmy po prostu rozczarowani miejscem i tym, że turystyka w Bułgarii jest jeszcze tyle lat do tyłu...

Swoją wypowiedź żona Andrzeja Sołtysika rozwinęła na blogu. Wyjaśniła, że na wakacje w Bułgarii została namówiona przez męża i panie z biura podróży:

Zostaliśmy przekonani przez dwa różne biura podróży, że właśnie, wspomniany poziom usług turystycznych się zmienił, że jest pyszne jedzenie i przede wszystkim bardzo krótki lot samolotem z Krakowa ( 1,5 h). Stwierdziliśmy, że będzie to bardzo fajna alternatywa dla jakieś greckiej wyspy. Wybraliśmy hotel Sol Nessebar Resort ze względu na liczne atrakcje dla dzieci w postaci zjeżdżalni i basenów. Postanowiliśmy, że wybierzemy opcję all inclusive, ponieważ sprawdzała się nam kilkukrotnie. No i właśnie z tym wyżywieniem jest największy problem… (...) Wiemy że jedzenie w opcji all inclusive jest zawsze słabsze niż to kiedy zamawia się posiłki z menu w restauracji, ale pierwszy raz w życiu mamy taką sytuację żebyśmy nie byli w stanie zjeść niczego w hotelu … naprawdę niczego ( po za arbuzem). Nie ma różnicy w papierowym smaku pomiędzy mięsem czy rybą… na każdym stole stoi maggi ( najgorszy syf i chemia) …Jedzenia nie brakuje ale naprawdę jest niejadalne.

Patrycja dodała, że za całe wakacje dla niej, męża i syna zapłacili 8,5 tysiąca złotych, dlatego spodziewali się standardu, jaki za tę cenę otrzymali na przykład w Grecji. Tymczasem Bułgaria rozczarowała ich nie tylko jedzeniem, ale i słabą jakością obsługi w hotelu:

Co do samego hotelu to kolejnym minusem jest też niemiła obsługa, praktycznie nie mówiąca po angielsku. Ci którzy śledzą moje instarelacje widzieli hit z oświetleniem tarasów i balkonów- wszystkie światła są gaszone równo o 23h i oczywiście nie ma możliwości ich zaświecenia… Także o czytaniu na balkonie po jedenastej można zapomnieć na tej “bułgarskiej kolonii”. Pozostają nam wieczory przy świeczce, którą kupiliśmy tak samo jak pasztet i pieczywo na kolacje 😉

Na zakończenie żona Sołtysika dodała, że nikomu nie polecą wakacji w Bułgarii, a ich serca wciąż pozostają na greckich wyspach.