W ostatnim czasie Weronika Rosati regularnie pojawia się na łamach kolorowej prasy za sprawą za sprawą ostrego konfliktu z byłym partnerem. Aktorka oskarżyła go bowiem o znęcanie się nad nią oraz przemoc fizyczną, której Śmigielski miał się dopuszczać wobec nie nawet wówczas, gdy była w zaawansowanej ciąży.

Jakiś czas temu jeden z tabloidów podał, że Rosati domaga się od ojca swojej córki alimentów w wysokości aż 22 tys. złotych miesięcznie. Aktorka nie potwierdziła tej kwoty, ale w rozmowie z "Party" stwierdziła, że zamierza walczyć o jak najwyższą kwotę i nie widzi w tym niczego niestosownego:

To dla mnie niepojęte, żeby mieszać alimenty, których płacenie jest obowiązkowe, ze statusem finansowym mamy. Alimenty są obliczane zgodnie z zarobkami ojca i tym jakie warunki zapewniał dziecku, gdy rodzice byli razem. Oczywiście, że będę walczyć o jak najlepsze alimenty dla córki. Która matka by nie walczyła?

Rosati zasugerowała także, że Robert Śmigielski próbuje ją oczerniać za pośrednictwem mediów:

Ostatnia seria artykułów w gazecie pozwanej przeze mnie o naruszenie dóbr osobistych jest prawdopodobnie inspirowana przez drugą stronę. Bo inaczej nie byłoby wglądu i pozwolenia na publikację poufnych dokumentów sądowych. Co jeszcze zrobią, by mnie zdyskwalifikować? Typowe: to właśnie spotyka ofiarę, która odważa się powiedzieć głośno o przemocy.