W występie, który odbył się w studio "Pytania na śniadanie" złe było wszystko - śpiew, gra aktorska i angielski akcent. Nic więc dziwnego, że zarówno na głowę Rodowicz, jak i Kwiatkowskiego posypała się lawina krytyki, a w komentarzach trudno było znaleźć jakikolwiek pozytywny głos. Nawet fani artystów z bólem serca przyznawali, że nie było to dobre wykonanie.

W końcu głos w swojej obronie zabrała sama Maryla:

Prawda, to nie była moja tonacja. Ale to wyłącznie moja wina. Powinnam nalegać na wyższą tonację, ale zgodziłam się, bo Dawid tak chciał. Nic mnie nie usprawiedliwia. Powinnam być bardziej czujna i zrezygnować z projektu, który mi nie leżał - przyznała w rozmowie z "Faktem"