Piosenkarka w wywiadach sprzed lat przyznała, że jej pierwszy mąż był brutalem i znęcał się nad nią fizycznie. Po jednym z jego ataków, Majka wylądowała nawet w szpitalu z wylewem do strun głosowych po uderzeniu w krtań.

Teraz, w rozmowie z Wirtualną Polską Jeżowska przyznaje, że gdyby wówczas, kiedy doświadczyła tej traumy, media byłyby tak rozwinięte, jak dziś, ona przez kilka miesięcy nie schodziłaby z czołówek rodzimych gazet:

Wtedy, kiedy to się stało, nie było portali ani internetu. Zaraz potem wyjechałam do Stanów Zjednoczonych, gdzie zostałam na dłużej. Gdyby w tamtych czasach było to wszystko, co jest teraz, na pewno byłabym na pierwszych stronach gazet i wszystkich newsów przez bardzo długo. Mało tego, pod szpitalem, w którym znalazłam się po pobiciu, kłębiłoby się od fotoreporterów

Majka stwierdziła także, że poradziła dobie z traumą przemocy domowej dzięki temu, że skupiła się na swoim malutkim wówczas dziecku:

Myślałam wyłącznie o tym, żeby budować swoje nowe życie z synkiem, a nie rozczulaniem się nad sobą. Dzieci w takich sytuacjach są błogosławieństwem, bo dają motywację do poprawy swojego życia.

Dziś jednak artystka nie chce wracać do dramatu z przeszłości, z uwagi na dobro rodziny swojego oprawcy: 

Kłopotem z mówieniem o tym jest fakt, iż stało się to bardzo dawno temu, a mój były mąż ma teraz rodzinę, mam nadzieję szczęśliwą. Nie chcę więc wracać do tego