Zwykle to Kuba gada jak nakręcony i nieustannie przerywa swoim gościom. Tym razem jednak musiał uznać wyższość swojego gości, któremu buzia nie zamykała się nawet na chwilę. Satyryk zaczął od tego, że nie zawsze był dumny ze swojego zajęcia:

Kiedyś wstydziłem się tego, że jestem komikiem. Bo mi się wydawało, że komik to taki głupek, wałek (...) Teraz od tego odchodzę, bo jestem niezwykle przystojny i bardzo inteligentny, więc nie mam się czego wstydzić. Ja bardziej gustuję w żartach słownych, Kuba tego obszaru nie rozumie, często dyskutujemy na ten temat. (...) Po moich programach zwykle jest tak, że ludzie śmieją się dopiero w autobusie...

Szymon opowiedział niezliczoną ilość swoich żartów słownych i mówił tak dużo, że Kubie nie udawało się nawet przerwać jego monologu. Majewski zaś sam bardzo płynnie przechodził z tematu na temat:

Ja jestem tak niewinny, jak dzieciątko. Nawet nie wiedziałem, co to znaczy "lachoc*ąg". Pierwszy raz usłyszałem to słowo podczas swojego dyżuru w Radiu Zet. Miałem wtedy 23 lata. Prowadziłem wtedy "Czuj mózg", dzwoni facet, bez żadnej selekcji wchodzi na antenę i mówi: "to słowo to jest lachociąg". A ja nie wiedziałem, co to znaczy, więc przez godzinę zastanawiałem się głośno, w programie na żywo, jak może wyglądać lachociag. Kolega z Ursynowa rowerem do mnie pędził, żeby mnie ostrzec, żebym nie mówił takich rzeczy, bo Krajowa Rada Radiofonii program nam zdejmie.

Majewski opowiedział także o swojej mamie, której poświęcił najnowsze show:

Moja mama była nadopiekuńcza i strasznie chciała mnie zachować w tej niewinności. A po sąsiedzku była taka jedna pani, która jakoś tak bardziej jęczała podczas seksu, wtedy moja mama nagle, ni stąd nie zowąd, podkręca telewizor, ale ta pani za ścianą coraz głośniej jęczy. I wtedy moja mama: "No, co znowu z tymi kotami! Znów marcują w listopadzie, to na pewno ten rudy…" Pamiętam, jak już w tym szale TVN-u, popularności, Telekamer pojechałem po coś do mamy i nagle dostałem 39,9 stopni gorączki. Moja mama od razu taki uniform chorobowy założyła, który pamiętam sprzed dwudziestu pięciu lat: kaszki, termometry, rosołki, lewatywy, ja już się bałem, że za chwilę wjedzie różowy słonik. Stawiała mi przy łóżku czołg Rudy 102, a ja do niego śpiewałem "Deszcze niespokojne"...

Niezwykle rzadko zdarza się, by Kuba Wojewódzki dał się swoim gościom wygadać. Dla Szymona Majewskiego ewidentnie zrobił wyjątek.