W swoim felietonie opublikowanym na wp.pl, Karolina Korwin Piotrowska poruszyła problem braku angażowania się idoli młodych ludzi w trudne tematy społeczne:

Jesienią zeszłego roku opowiadano mi o tym, jak to wysłano do wielu influencerów propozycje udziału w pewnej kampanii społecznej. Jak wiadomo, w takich kampaniach bierze się udział za darmo. Czyli nie ma prezentów od sponsorów. W odpowiedzi połowa wysłała swoje cenniki reklamowe i wyceny poszczególnych postów w mediach społecznościowych. Połowa nawet nie odpowiedziała. Oby to było tylko dlatego, że zrozumienie kilku zdań złożonych przerasta ich możliwości. Oby.

Korwin-Piotrowska zwróciła uwagę na fakt, iż na ostatniej Paradzie Równości zabrakło wielu osób, uważanych w Polsce za liderów opinii. Walkę o prawa mniejszości wsparli Maja Ostaszewska i Michał Piróg, znanych blogerek, youtuberów czy celebrytów jednak zabrakło. Powodem był ponoć fakt, iż reklamodawcy nie są zadowoleni, gdy gwiazda której płacą za promowanie swoich produktów, angażuje się w trudne tematy.

Otóż to - influencer tańczy tak, jak mu zagra sponsor dający buty za darmo, krem za pięć zeta, koszulkę do zrobienia foci na Insta, sok, garnek albo rabat. Stan konta ma się zgadzać. I zgadza się. To nie są żadne osoby wpływowe, chyba że mają wpływ na sprzedaż kolejnych fetyszów z kościoła materializmu, chorobowych zakupów i kolejnych torebek Chanel. W większości, co jest smutną konstatacją, są to żywe słupy reklamowe, pozbawione własnych poglądów na cokolwiek, wyprane z jakiegokolwiek zaangażowania w cokolwiek, poza emocjami związanymi ze stylówką na event albo wydarciem kolejnego barteru od kolejnego sponsora...

Dziennikarka uważa, że u tak zwanych infuencerów wszystko jest na sprzedaż, nawet ich poglądy i opinie:

Własne poglądy? A co to takiego? Najlepiej w nic się nie mieszać, chyba że, jak napisałam na początku, za kasę. To mój cennik. Za tyle i tyle będę ekologiem, za tyle pokocham małe ładne pieski, a za tyle będę walczył o prawa kobiet, ciemnoskórych, rudych, łysych albo gejów. Moje zaangażowanie w akcję X kosztuje tyle i tyle, możemy negocjować rabacik. Proste? Jak konstrukcja cepa. Im bardziej bezbarwny influencer, im mniej zaangażowany w jakąkolwiek sprawę wychodzącą poza promocję kremu na hemoroidy, szamponu na łupież, dezodorantu albo super diety, tym lepiej. Lajki same sobie lecą, jest po prostu cudnie.