Fani Agnieszki Chylińskiej w ostatnim czasie martwili się o swoją idolkę, która od dawna nie nagrała płyty, a w dodatku ostatnio bardzo znacząco straciła na wadze. Piosenkarka w wywiadzie dla "Rzeczpospolitej" opowiedziała o tym, co działo się w jej życiu. Okazuje się, że po okresie zachłyśnięcia się rodziną, Chylińska znów znalazła się na zakręcie:

Reklama

Uciekam od patosu, nie lubię go, ale ja się po prostu zakochałam i znowu chciałam żyć. Może jestem jak pies z sierocińca? Musiałam poczuć miłość, żeby się otworzyć. Ale teraz jestem na zakręcie. Chciałam znaleźć swoje miejsce w rodzinie, w Kościele, a nie mieszczę się. Staram się to zweryfikować. Na razie czuję się zaklinczowana. Historia mojego życia się toczy. Najbardziej w ostatnich latach zniszczyło mnie poczucie, że już wiem, jak żyć. Nie. Nie wiem, jak żyć. I mówi to kobieta, która ma 40 lat, która coś tam pozornie ogarnia. Dezorientacja jest straszna.

Artystka wyjaśniła także, dlaczego w pewnym momencie zdecydowała się na rodzinę i co sprawiło, że miała tak długą muzyczną przerwę:

No tak: ile można szkocką pić? Poza tym jestem kobietą i włączyły się we mnie wszystkie mechanizmy znane z klasycznych, łzawych filmów amerykańskich: chciałam mieć dzieci, chciałam założyć sukienkę. To był etap płyty „Modern Rocking". Trzymałam swojego syna na rękach i czułam, że rządzę, że jestem mistrzynią świata. I nieważne, że na tym samym oddziale setki kobiet też urodziło dzieciaka. Mój facet, wtedy jeszcze nie mój mąż, patrzył na mnie i czuliśmy, że jest wartość, że jest coś! Potem przyszły różne troski. Ale o tym nie chcę i nie będę mówić. Na pewno trudno mi uwierzyć w koncepcję, że cierpienie uszlachetnia. Troski, które pojawiły się w ostatnich latach, przez co nie mogłam nagrać płyty, sprawiały, iż jeszcze ciężej było mi czytać wpisy fanów, że Chylińska zapomniała o muzyce. A ja nie byłam w stanie wejść do studia. Teraz czekam. Na razie jest cień, na razie jest ból i kopnięcie w brzuch. Potem może z tego coś zakwitnie.

Chylińska zwróciła też uwagę na to, że żyjemy w społeczeństwie, które nie toleruje cierpienia, wpisanego w naturę człowieka:

Zobacz, co nam radzą w reklamach. Czujesz się źle? Weź superlekarstwo! Dziecko choruje? Napakuj je kolejnymi prochami bez recepty. Będzie spało. Czujesz się niebezpiecznie? Ubezpiecz się! Wszystko musi być zniwelowane, bo cierpienie jest passé. A cierpienie nieustannie macha do nas ręką i woła „Hello!".