Kwiecień 2010. Jestem, jak wielu innych Polaków, pod Pałacem Prezydenckim na Krakowskim przedmieściu w Warszawie. Mam ze sobą kwiaty i znicz. Zginęło wiele osób, w tym kilka, które znałam, oczywistym wydawało mi się pójście pod pałac i zapalenie znicza. Dokoła nastrój smutku, zadumy, zresztą wie o tym każdy, kto tam był. Okazuje się, że to pozór. Za plecami nagle słyszę od pewnej pani, która już wtedy pilnowała jako samozwańczy policjant kwiatów i krzyża, a potem nawet została gwiazdą mediów, następujące słowa: ”Sp…laj stąd ty pi…..ona brudna żydowska tvn-owska ku..o”. Tak wyglądała w praktyce owa „narodowa jedność i zaduma” w tamtych dniach - wspomina Karolina Korwin Piotrowska w felietonie opublikowanym w o2.pl

Dziennikarka dodaje, że to zdarzenie na zawsze zostanie w jej pamięci: 

Wiem już doskonale, jak się czuje ktoś publicznie zwyzywany na ulicy. Znam tę bezsilność osoby obrzyganej czyjąś fanatyczną nienawiścią. Ten moment, kiedy chce się płakać z wściekłości. Znam to poczucie niesprawiedliwości i wykluczenia. Owszem, ktoś powie, że te obelgi świadczą źle wyłącznie o osobie, która je wypowiada, a nie o mnie, ale wierzcie mi, to są słowa, które ranią strasznie.

Incydent z przeszłości skojarzył się Korwin Piotrowskiej z wyrzuceniem członków KOD z pogrzebu żołnierzy wyklętych. Jej zdaniem mamy do czynienia z niepokojącym zjawiskiem:

Bo od prawie roku powoli uczymy się, że szacunek dla pamięci, historii, Żołnierzy Wyklętych czy w ogóle miłość do Polski to coś, na co absolutny monopol ma tylko jedna strona politycznej barykady. A reszta - won. Ja tego doświadczyłam w 2010. To był początek procesu wykluczania ogromnej rzeszy ludzi z grona tych, którzy mają monopol na miłość ojczyzny. Co ciekawe, ci, którzy byli na owym pogrzebie i są z prawej strony politycznej, wyrażają zdziwienie, że w ogóle ktoś, kto nie kocha tylko Prezydenta Pomazańca oraz Najjaśniejszego Prezesa, odważył się, miał czelność iść na, jakby nie było, państwowy i publiczny pogrzeb. Urządzony także z podatków obywateli z różnych opcji politycznych. Z lewa i prawa, homoseksualistów i wegetarian oraz rowerzystów też.

Na koniec dziennikarka dodaje, że obowiązkiem rządu było zapewnienie bezpieczeństwa wszystkim uczestnikom pogrzebu, z czego ewidentnie władze się nie wywiązały.