Anna Sobańda: Czujesz się bardziej prawniczką czy aktorką?

Reklama

Joanna Jabłczyńska: Na pewno radcą prawnym. W tym kierunku się kształcę, rozwijam zawodowo i znacznie więcej czasu spędzam jako prawnik, niż jako aktorka.

Łączysz dwa zupełnie różne zawody, czy miewasz problemy z przestawieniem się z jednego świata na drugi?

Na szczęście moje życie zawodowe ułożyło się tak, że mam sporo klientów właśnie ze świata show biznesu, więc nie muszę się przestawiać. W tym przypadku moje łączenie tych dwóch światów jest odbierane na plus. Bycie aktorką wiąże się z artystyczną stroną, ale tam też jest potrzebna obowiązkowość, dobra pamięć, przygotowanie do pracy. Te zawody oczywiście bardzo się różnią, ale mają też wiele wspólnego.

Jak jesteś odbierana przez środowisko radcowskie?

Po różnych, oczywiście anonimowych wypowiedziach, zdążyłam zauważyć, że środowisko ma problem z moją osobą głównie ze względu na reklamę. Zgodnie z kodeksem etyki, radca prawny nie może się bowiem reklamować. Ja sama zaś, przez to, że jestem rozpoznawalna i od 20 lat występuję na wizji, jestem chodzącą reklamą samej siebie. Z drugiej strony, jestem chyba pierwszą osobą w Polsce, która jest jednocześnie radcą prawnym i aktorką, więc nikt, łącznie ze mną, nie wie jak to ugryźć. Wiele moich aktorskich zobowiązań zawodowych zostało zinterpretowanych jako niegodne zawodu radcy prawnego. Sama musiałam się z tym oswoić, ale też środowisko musiało jakoś przetrawić moje wejście do tego świata.

Masz poczucie, że czasami musisz robić więcej, by udowodnić, że jesteś kompetentnym radcą prawnym?

Jak najbardziej, ale mnie to motywuje. Nigdy nie będę za mądra, nigdy nie będę zbyt dużo wiedziała. Jeżeli czasami spotykam się z negatywnymi komentarzami, nie odpowiadam, nie wdaję się w dyskusję, bo wiem, że w krytyków bardziej uderzy to, że będę się coraz bardziej rozwijać, będę coraz lepszym prawnikiem, będę miała coraz prężniej działającą kancelarię itd.

Zawód radcy prawnego jest znacznie bardziej wymagający, niż zawód aktorki. Czy ta dysproporcja w ocenie tych dwóch profesji bywa frustrująca?

Faktycznie mam to porównanie i bywa to przykre. Mam czasem wrażenie, że przez sam fakt pojawienia się w telewizji, jestem odbierana jako mądrzejsza, czy też w jakikolwiek sposób lepsza od innych. Patrzę na tzw. celebrytów i uważam, że to przykre, że takie osoby stają się wzorami i autorytetami. Kiedyś w mediach pokazywało się wybitnych sportowców, naukowców itd. Teraz niestety coraz więcej miejsca zajmują osoby znane tylko z tego, że są znane. To mnie martwi. Z drugiej strony wiem, ile pracy kosztuje mnie wspinanie się po drabinie prawniczej kariery, zyskiwanie nowych klientów, wygrywanie kolejnych spraw, robienie doktoratu itd. i jest mi przykro, gdy innym tak łatwo przychodzi ocenianie.

W książce mówisz o tym, że chciałabyś zająć się polityką, co cię powstrzymuje?

Jestem typem społecznika i w teorii sprawdziłabym się w tej roli, ponieważ potrafię czyjś interes przedłożyć przed swój własny. Żebym weszła do polityki, musiałby być jednak spełniony warunek - cała scena polityczna musiałaby zostać wyczyszczona i zapełniona zupełnie nowymi ludźmi. Tymczasem patrzę na to, co dzieje się dziś w polityce i po prostu się boję, chciałabym być jak najdalej od tego.

Jako prawnik mogłabyś wypowiadać się na tematy polityczne, dlaczego tego nie robisz?

Oczywiście interesuję się polityką, ale boje się wypowiadać na te tematy, ponieważ wszystko co powiem, może zostać użyte przeciwko mnie. Każda odpowiedź jest zła. Chcąc być jak najdalej od polityki, nie wypowiadam się. Najwięcej hejtu i nienawiści budzą właśnie wszelkie wypowiedzi polityczne. Miałam już kiedyś tego przedsmak.

Reklama
Media

Zdarzyło ci się kiedyś być wtłoczoną w jeden z politycznych obozów?

Tak, zupełnie wbrew swojej woli i intencjom, zostałam wtłoczona w obóz antypisowski. A przecież ja nigdy nie byłam i nie chciałam być w jakiejkolwiek partii. Tym bardziej więc uważam na słowa, bo wiem, że jest wiele osób, które czekają na każdy mój fałszywy ruch, by wciągnąć mnie w jakąś dyskusję polityczną, na którą zupełnie nie mam ochoty.

A dałabyś się namówić na rozmowę o kwestiach prawnych?

Nie, przed zabieraniem głosu na tematy prawnicze powstrzymuje mnie to, co dzieje się wokół polityki. Widzę, jak ludzie żyją polityką, każdy jest znawcą tego tematu. Ja się nigdy na znawcę nie kreowałam, choć interesuję się polityką choćby z tego powodu, że ma ona ogromny wpływ na moją pracę przez to, co dzieje się w ustawodawstwie. Widząc jednak, jacy ludzie są wokół tej polityki, jestem tym przestraszona. Niejednokrotnie bowiem dostawałam takie telefony, że zastanawiałam się, czy nie podjąć kroków prawnych.

Byłaś ofiarą hejtu?

Tak, bo poruszyłam właśnie ten czuły punkt. Nie pamiętam, by kiedykolwiek wcześniej polityka wzbudzała takie emocje, jak teraz. Potworzyły się obozy, które nas jako naród bardzo od siebie oddalają.

Zostawmy więc politykę. Bardzo dużo wysiłku i energii włożyłaś w zawód racy prawnego, po co ci jeszcze serial?

W "Na Wspólnej" jestem od 13 lat. Zaczęłam tam grać będąc w trzeciej klasie liceum, grając w nim zdałam maturę, egzaminy na studia, skończyłam studia, obroniłam pracę magisterską i ukończyłam aplikację. Teraz razem przechodzimy etap, w którym mam własną kancelarię. Przez ten cały czas, oni byli dla mnie ogromnym wsparciem. Nigdy nie miałam problemu z tym, żeby produkcja uwzględniała moje inne zobowiązania. Wręcz przeciwnie, zawsze dopytują, jak poszło, gratulują, kiedy coś się udaje i pocieszają po porażkach. Dla mnie to cudowna odskocznia, czysta przyjemność, za którą jeszcze mi płacą. Głupotą byłoby rezygnowanie z tego.

Czy zawód radcy prawnego ogranicza cię jako aktorkę?

Tak, produkcja ma świadomość tego, że jako radca prawny nie mogę na przykład grać niektórych wątków. Oni idą mi na rękę i pewne tematy, które miały pojawić się u mojej postaci, zostały przerzucone na innych bohaterów.

Jakich wątków nie powinnaś poruszać?

Są to przede wszystkim wątki intymne. Miałam problemy, kiedy pokazałam w jakiejś scenie nagie plecy i żadne tłumaczenia, że to była akcja charytatywna, nie pomagały.
W serialu pojawił się niedawno wątek lesbijski, bałabym się go zagrać będąc radcą prawnym. Źle widziane są wszelkie kontrowersje.

Rozumiem, że "Na Wspólnej" traktujesz trochę jak drugi dom. A gdyby ten serial się skończył i dostałabyś propozycję zagrania w innej produkcji, przyjęłabyś ją?

Jasne. Oczywiście włożyłam wiele trudu w zawód radcy prawnego, ale pamiętaj, że od 8 roku życia pracuję jako aktorka. To też kosztowało mnie sporo życia i bardzo wiele wyrzeczeń. Poza tym, że radcy prawnemu czegoś nie wypada, nie widzę żadnego innego argumentu za tym, by rezygnować z aktorstwa.

Karierę aktorską rozwijałaś od dziecka, jak wpadłaś na pomysł zostania prawnikiem?

W tym największa zasługa moich rodziców, którzy zawsze powtarzali mi, że nauka jest najważniejsza. Żeby poświęcać czas artystycznym zajęciom, musiałam najpierw mieć dobre oceny. Kiedy byłam w liceum i trzeba było zdecydować, co dalej, podeszłam do sprawy jak najbardziej ambitnie. Wciąż uważając, że edukacja jest najważniejsza, chciałam iść na medycynę. Mama położna, tato biolog, dziadek lekarz, wiec jeśli mam jakieś tradycje rodzinne, to tylko w tym kierunku. Ze względu na moją dokładność, skrupulatność i miłość do dzieci, chciałam zostać chirurgiem dziecięcym. Poszłam nawet na kursy przygotowawcze do egzaminów na Akademię Medyczna, ale właśnie wtedy dostałam się do serialu. Doszłam do wniosku, że nie połączę studiów medycznych z serialem i że muszę wybrać coś humanistycznego, wciąż jednak stawiając poprzeczkę bardzo wysoko. Drogą eliminacji wyszło mi więc prawo.

Podeszłaś więc do tematu ambitnie, ale czy odnalazłaś się w tym zawodzie?

Początki były trudne, na pierwszym roku często zadawałam sobie pytanie - po co mi to było?. Dopiero na 3. roku odnalazłam swoje miejsce, zaczęło to być moją pasją, odkryłam kierunek, który najbardziej mi się podobał. Dzięki temu wciąż się rozwijam, skończyłam aplikację, a teraz robię doktorat.

Jaki temat pracy doktorskiej wybrałaś?

"Granice ochrony dóbr osobistych osób powszechnie znanych" - łączę więc moje dwa światy. (śmiech) Dziś prawo sprawia mi ogromną satysfakcję, większą, niż cokolwiek innego. To jest mój prawdziwy, wewnętrzny rozwój. Aktorstwo jest bardzo próżnym zawodem. W moim przekonaniu dużo ciężej się w nim rozwijać, ponieważ jest subiektywne. W prawie, o tym, czy jesteś dobry, czy nie, decydują kolejne sprawy, liczba klientów itd. W aktorstwie z dnia na dzień możesz się znudzić i nie dostawać kolejnych propozycji. Pomijając oczywiście osoby, które źle mi życzą i podkładają kłody pod nogi, w zawodzie prawnika mam realny wpływ na swoją karierę, a w aktorstwie zupełnie nie.

Wielu masz wrogów w środowisku prawniczym?

Będąc aplikantką, nie zwracałam tak na siebie uwagi, ale kiedy zostałam radcą prawnym, początkowy odbiór mojej osoby w środowisku był bardzo frustrujący i kompletnie dla mnie niezrozumiały. Ludzie są zawistni, zupełnie nie wiem, dlaczego, bo ja staram się nikomu w drogę nie wchodzić. Nie potrafię zrozumieć osób, którzy czerpią satysfakcję wyłącznie z tego, że komuś zaszkodzą. Miałam takie sytuacje - spływały na mnie skargi składane przez kolegów po fachu, widziałam, co działo się na forach prawniczych. Było to przykre, ale nauczyłam się tym nie przejmować i robić swoje.
Nie ma sensu wchodzić w pyskówkę i udowadniać, że "nie jest się wielbłądem".

Jakiś czas temu w tabloidach pojawiły się doniesienia, że twoja kancelaria upadła, a nad tobą wisi postępowanie dyscyplinarnym. Czy to prawda?

To zupełna abstrakcja. Po pierwsze to ja zdecydowałam, że odchodzę z kancelarii. Stało się to w przyjaznej atmosferze, dotychczas mam dobry kontakt z byłym wspólnikiem. Teraz jestem w innej kancelarii i dalej się rozwijam. Zmiana kancelarii zbiegła się w czasie ze skargą na mnie. Absolutnie w żadnym momencie nie groziło mi zawieszenie, czy pozbawienie uprawnień radcowskich. Temat został jednak podchwycony i ubrany w wielki skandal. Niestety kodeks etyki radcy prawnego zakazuje mi mówić o tych sprawach i dopiero tłumaczenie się z tego i ujawnianie szczegółów mogłoby narazić mnie na realne postępowanie dyscyplinarne. Miałam więc związane ręce.

Nie próbowałaś reagować, w końcu przez takie plotki cierpi twój wizerunek radcy prawnego?

Oczywiście przejmowałam się tym, jaką aferę zrobiły z tego tabloidy, zastanawiałam się nawet, czy ich nie pozywać. Doszłam jednak do wniosku, że nie ma sensu tego rozdmuchiwać. Lepiej przeczekać burzę i robić swoje. Nie chcę dawać satysfakcji tym, którzy tylko czekają na moje potknięcie. Jedyny skutek całego zamieszania jest dość przykry, bo postępowanie, o które zrobiła się cała afera, było postępowaniem z urzędu. Klienci w takich sprawach są niezwykle ciężkimi przypadkami, to są często sprawy nie do wygrania. Radca prawny chcąc pomagać ludziom, których nie stać na pomoc profesjonalnego pełnomocnika, dobrowolnie wpisuje się na taką listę. To postępowanie, przez które miałam rzekomo utracić uprawnienia radcowskie, dotyczyło właśnie takiej sprawy. Przykre, że zmusiło mnie to do wypisania się z tej listy. Chciałam dobrze, a wyszło jak zwykle. Teraz pomagam we własnym zakresie.

Pracujesz jako radca prawny, grasz w popularnym serialu i do tego bierzesz udział w triatlonach. Nie za dużo tego?

Tak poukładam swoje życie, że zajmuję się tym, co kocham. Czasami rzeczywiście jest ciężko, brakuje czasu na prywatne życie, czasami nawet na sen. Jednak dopiero połączenie prawa, aktorstwa i sportu daje mi pełną satysfakcję.

Książka Joanny Jabłczyńskiej "Nigdy dość" ukazała się nakładem wydawnictwa Edipresse.