Anna Sobańda: Czy po tylu latach zajmowania się show biznesem, polscy celebryci wciąż panią zaskakują?

Karolina Korwin Piotrowska: Tak, zarówno na plus jak i na minus. To jest bardzo dynamicznie rozwijająca się grupa.

Częściej na plus, czy na minus?

Co ciekawe, myślę, że na plus. Staram się wyszukiwać pozytywnych rzeczy, jako dowodów na to, że ludzie jednak się czegoś uczą. Czasami na błędach własnych, a czasami kolegów.

Czy z początkiem 2016 roku jakieś zjawisko w polskim show biznesie zrobiło na pani szczególne wrażenie?

Na pewno atak blogerów i vlogerów. To jest siła, która się rozpycha i której nikt już nie zatrzyma. To młode pokolenie, które bardzo dobrze daje sobie radę, ma opanowane media społecznościowe i niestety uczyniło towar ze swojego życia. To jest trochę niebezpieczne zjawisko o którym mówi się już na świecie. Na ile można sprzedać swoją prywatność i pozwolić innym ludziom wejść do naszego życia. Jest coraz więcej ofiar tego zjawiska i to ofiar w rozumieniu dosłownym. Trzeba bardzo uważać. Z drugiej strony rośnie nieufność ludzi wobec tego, co serwują im media, także te społecznościowe. Wiemy już, że nie ma tam naturalnych zdjęć, wszystko jest filtrowane i retuszowane. Myślę więc, że takim najważniejszym zjawiskiem, zarówno na plus, jak i na minus, jest absolutna ekspansja Internetu i zmiana pokoleniowa. Innym, bardzo ciekawym fenomenem, charakterystycznym chyba tylko dla polskiego rynku, jest różnica pomiędzy tym, kogo lansują media, a tym, kogo chcą słuchać czy oglądać ludzie.

Pani zdaniem gwiazdy kreowane przez media nie trafiają do publiczności?

Dokładnie. Ludzie z kolorowych okładek to są ci, którzy nie sprzedają płyt. Jak się spojrzy na listę najlepiej sprzedających się albumów 2015 roku, to poza Dawidem Podsiadłą nie ma tam tych, którzy zaistnieli w show biznesie. To jest niesłychane. Jak się zobaczy listę szanowanych osób, to jednak stara gwardia trzyma się mocno. W cenie są doświadczenie i wierność swoim ideałom, na pewno nie skandale. To jest bardzo ciekawe zjawisko. Jakiś czas temu czytałam wywiad z profesorem Czaplińskim. On co roku robi diagnozę społeczną i już kilka lat temu mówił, że bada maturzystów i może powiedzieć jedno – idzie pokolenie konserwatystów.

W jakim senesie konserwatystów?

Jest to pokolenie, które wyrosło już w Big Brotherach, jadło kaszkę, jak Frytka robiła to z Kenem i w związku z tym ma odpór dla tego typu zjawisk, śmieje się z nich, dla nich to jest niepotrzebne i nieważne. To zaczyna być widoczne. Ja przez rok miałam zajęcia ze studentami, była to grupa ludzi w wieku około 20 lat. Na pytanie, kto jest największą gwiazdą w Polsce mówili, że Kożuchowska. Argumentem było to, że nie ma wokół niej skandali. To daje do myślenia. Skandal już nie buduje kariery, nie daje szacunku. Skandal daje lajki na Facebooku i news na Pudelku, ale nie o to w tym wszystkim chodzi. Moim zdaniem wyrasta pokolenie, które z jednej strony, roztropnie lub nie, bardzo eksponuje siebie w mediach społecznościowych i tak naprawdę nimi żyje. Z drugiej zaś strony od ludzi którzy są na świeczniku, to pokolenie czegoś jednak wymaga. Samo to, że na piedestale stawiają takie osoby jak Kożuchowska, która nie jest skandalistką, wiele pokazuje. W jednym z tabloidów była ostatnio sonda pokazująca, że Kasia Cichopek jest jedną z trzech najbardziej znienawidzonych gwiazd telewizji. Mnie to nie zdziwiło. Bo to jest pewien przesyt sztucznością, która zaczyna z tego przebijać, a ludzi to zaczyna bardzo uwierać. Polak wszędzie szuka spisku, również w show biznesie. Dlatego prędzej zaufamy dziewczynie, która ma bloga, bo widzimy, że ona robi to swoimi rękami, niż celebrytce ze ścianki, za którą stoi sztab specjalistów, bo wyczuwamy w tym ściemę. Ludzie wolą naturalność, stąd siła Internetu jest potężna.

Celebryci przestają być podziwiani, a stają się obiektami drwin?

Tak sądzę. Ludzi show biznesu dzielimy na artystów i celebrytów, albo na artystów i pokazywaczy. Ten drugi podział bardzo mi się podoba. Myślę, że ludzie też tak dzielą znane postaci. Niektórzy obarczeni są stygmatem celebryty. Coraz częściej jednak docenia się karierę zbudowaną nie tylko na kronikach towarzyskich, czy okładkach kolorowych pism. To już niczego nie buduje, a wręcz bywa gwoździem do trumny. W ostatecznym rozrachunku docenia się kogoś, kto ma coś do powiedzenia, coś zrobił, zasłużył na sukces, a nie dane mu było, bo rozłożył nogi, spadł mu stanik, poszedł na imprezę bez majtek. Show biznes jest częścią naszego życia i ważnym elementem pop kultury i nic tego nie zmieni, ale zmieniają się kryteria jego oceniania.

Obserwując pani aktywność w mediach, można odnieść wrażenie, że coraz mniej zajmuje się pani show biznesem i celebrytami, a coraz częściej kwestiami polityczno – społecznymi.

To jest trochę tak, że ludzie już nie chcą celebrytów, dlatego ja mniej więcej od 2 lat tonuję tę tematykę. Coraz częściej czytam komentarze: „niech pani już o nich nie pisze” albo „czy pani nie jest za mądra, żeby się tym zajmować?”. Dlatego coraz rzadziej zajmuję się celebrytami. Jak piszę felietony, to największą popularnością cieszą się te społeczne, a nie celebryckie. To mi daje bardzo do myślenia. Sądzę też, że szał na celebrytów i show biznes się kończy i bardzo dobrze. Powoli mamy już pewne reguły gry, według których funkcjonujemy. Ludziom się to przejada, poza tym, widzą w tym taniość i widzą, kto jest lansowany. A niestety lansowani są ci, z którymi nie chciałoby się iść na kawę, którzy nie nadają się na wzorce dla dzieci. Ludzie mają instynkt i inteligencję emocjonalną, dlatego natychmiast wyczuwają fałsz i ściemę.

Myślę też, że to nowe pokolenie, które zaczyna dochodzić do głosu, jest na ten fałsz szczególnie wyczulone.

Tak, to są kilerzy. Oni nienawidzą celebrytów. Klikając „lubię to” mają na myśli „nienawidzę tego”, „śledzę cię tylko po to, żeby zrobić sobie z ciebie bekę”. Trzeba mieć świadomość, że lajki na Facebooku rozkładają się pół na pół – fani i antyfani. Wrzucamy ich do jednego wora, ale jedni klikają „lubię to” z miłości, a drudzy dla beki. Media społecznościowe dały nam z jednej strony okazję do pokazania się i wyrażenia swojego zdania, ale dały nam też oręż do ręki. Nie tylko w postaci przycisku "lubię to", ale w ogóle kontrolowania i obserwowania rzeczywistości, co w świecie mediów i celebrytów jest bardzo ważne. Ludzie zaś wykorzystują to w bardzo ciekawy sposób.

Nie ma pani wrażenia, że za pomocą mediów społecznościowych celebryci niekiedy sami się pogrążają?

Oczywiście, lista takich przypadków jest długa. Mówienie „ja opublikowała to zdjęcie na moim prywatnym koncie na Instagramie”, podczas gdy jest ono otwarte dla wszystkich, jest śmieszne. To jest totalny oksymoron, oni nie mają pojęcia, że coś takiego, jak prywatne konto nie istnieje.

Przychodzi pani na myśl przykład takiej spektakularnej, celebryckiej wpadki w mediach społecznościowych?

Paulina Staszcz-Kurzajewska, która zmieściła na swoim profilu swoje zdjęcie z ręką w kroczu. Ja o tym napisałam, a ona później słała pisma do Onetu, że rzekomo użyłam w swoim tekście zdjęcia z jej prywatnego profilu na Instagramie. Sprawdziłam więc jeszcze raz i okazało się, że profil był otwarty, mógł na niego wejść każdy. Jeżeli ktoś nie rozumie, co to jest prywatny profil na Instagramie, to od tego są lekarze albo edukacja. Takich wpadek jest bardzo dużo. Kiedyś nasze zdjęcia rodzinne trzymaliśmy w albumie i pokazywaliśmy znajomym, którzy przychodzili na kawę. W tej chwili miliony ludzi na całym świecie mogą zobaczyć to, co publikujemy na Facebooku czy Instagramie. Mówienie w takiej sytuacji o jakiejkolwiek prywatności jest śmieszne.

27 lutego o godzinie 22.30, na antenie TVN Style wyemitowany zostanie pierwszy odcinek nowego sezonu programu Karoliny Korwin Piotrowskiej "Magiel towarzyski"