O wspomnienia z filmowych planów, Małgorzata Foremniak została poproszona w programie Kuby Wojewódzkiego. Gospodarz nie byłby sobą, gdyby nie zapytał o te najbardziej pikantne sceny. Kiedy chciał wiedzieć, czy pocałunki przed kamerą są prawdziwe, w odpowiedzi usłyszał:

To zależy od partnera. Jednego na przykład ugryzłam w język, ponieważ chciał za daleko zajść. To są zawsze bardzo trudne sceny, bardzo krępujące dla aktorów.

Foremniak zdradziła także, jak w tych najbardziej roznegliżowanych scenach aktorzy radzą sobie z intymnością:

Jak masz scenę, gdzie jesteś cały goły, macie się nawzajem dotykać, to jest bardzo krępujące, bo mężczyzna musi sobie zaklejać różne rzeczy. Kobieta tak samo. Są różne takie triki, gdzie kobieta musi po prostu sobie pewne rzeczy zabezpieczyć.

Następnie aktorka wspominała swoje łóżkowe sceny z amantami polskiego kina, czyli Bogusławem Lindą i Arturem Żmijewskim:

Boguś mnie deflorował na toalecie. To był mój pierwszy film. To było bardzo dawno temu w "In flagranti". A z ojcem Mateuszem, czyli z Arturem w filmie "Daleko od siebie", tam się w ogóle poznaliśmy. Obie były krępujące. Pamiętam, że z Bogusiem była taka, że jak położył mnie na tej toaletce. To była toaletka damska w sypialni. Rozerwał mój biustonosz w kwiatuszki, ale potem się okazało, że żeby mnie zdeflorować to nie zgadzały się wysokości. Dostał zydelek i było dobrze. Ale ja pamiętam, że w tej scenie byłam tak skrępowana, a ja w sytuacjach stresujących dostaję głupawki i zaczynam się śmiać. Więc nie można było tej sceny nagrać, bo mnie rozrywało.

Artur Żmijewski zaś okazał się na planie bardzo opiekuńczym partnerem:

Z Arturem też mieliśmy scenę łóżkową. Bardzo byliśmy skrepowani. Artur cudowny, kochany, tak opiekował się mną... w takich scenach też wychodzi to coś, kim jest aktor, mężczyzna. Pewnego rodzaju kultura osobista.