Anna Sobańda: W swojej karierze miała pani dużo kontaktu z dziećmi, to dla nich głównie śpiewa pani swoje piosenki. W "Aplauz, Aplauz" występuje pani jednak w nieco innej roli, czyli trenera wokalnego. Jak się pani odnalazła w tym zadaniu?

Reklama

Majka Jeżowska: Ten program polega na pokazywaniu relacji rodzinnych na przykład mamy z córką, ale także wnuczki i babci, czy ojczyma i jego przybranego syna. Bardzo różne są to historie, ale najważniejsze są emocje i więź rodzinna. Myślę, że ten program będzie cieszył się ogromną popularnością właśnie dlatego. Oprócz śpiewających ludzi będziemy w nim oglądali rodziny, które pokażą nam, na czym polega bliskość ich relacji.

Mając do czynienia nie tylko z dzieckiem, ale i z bliską mu dorosłą osobą, rola trenera będzie jeszcze trudniejsza.

Zgadza się, w takim wypadku trener musi być trochę psychologiem, musi rozładowywać napięcie, stres, a także wspierać i pomagać uczestnikom. Nie tylko w tym, by dobrze śpiewali, ale także by radzili sobie ze stresem, by dali radę wystąpić przed publicznością. Musimy więc być troszkę takimi aniołami stróżami.

Jak pani odnajduje się w tej roli?

Bardzo dobrze. Ja od 30 lat zajmuję się tak zwaną twórczością familijną. 30 lat temu nagrałam dla mojego syna piosenkę „A ja wolę moją mamę”, do słów Agnieszki Osieckiej, która to piosenka w zupełnie niezaplanowany sposób zmieniła moje życie. Bo ja wcale nie wymyśliłam sobie śpiewania dla dzieci, tak się to po prostu potoczyło. Mogę więc powiedzieć, że w gronie jurorów jestem najbardziej doświadczoną osobą w kwestii budowania relacji z dziećmi. Fakt, iż znalazłam się w programie, który pokazuje te wartości rodzinne, to jest dla mnie takie podsumowanie tych 30 lat kariery.

Udział w tak dużym rozrywkowym show zawsze wpływa na zwiększone zainteresowanie mediów plotkarskich. Czy jest pani na to gotowa?

Nie sądzę, by było to takie dokuczliwe. Wydaje mi się, że nie jestem osobą budzącą kontrowersje, nie szaleję, nie zachowuję się tak, że trzeba mnie śledzić i robić zdjęcia z ukrycia. Od 30 lat jestem postrzegana tak a nie inaczej i myślę, że mój wizerunek się nie zmieni, bo ja dalej robię to samo.

Media jednak już się panią interesują, czego dowodem są ostatnie plotki o rzekomym konflikcie z Krystyną Prońko.

To absolutna nieprawda. Krysia nawet mi się dzisiaj śniła (śmiech). Nie ma i nie było między nami żadnego konfliktu. To jest moja pani profesor, a ja jestem jej uczennicą. Kiedy studiowałam w Akademii Muzycznej w Katowicach, rzeczywiście związałam się wówczas z panem, który kiedyś był jej partnerem. Ja jej go jednak nie ukradłam ani nie odbiłam. Ona się po prostu zmartwiła, że ja wpadłam w jego sidła, bo już go dobrze znała i wiedziała, na co go stać. To był jedyny taki moment, w którym ona rzeczywiście coś tam mi ostrzej powiedziała. Ale ja byłam wtedy młodziutka, więc ona miała prawo mnie zbesztać. Teraz media przypomniały sobie o tym przy okazji festiwalu w Opolu.

No właśnie, i pisały, że przez dawny konflikt nie chciałyście panie wystąpić razem na scenie.

Było takie podejście, żebyśmy zaśpiewały nasz przebój „On nie kochał nas”, ale organizatorzy nie podjęli w ogóle rozmów z nami na ten temat. To absolutnie nie było tak, że któraś z nas odmówiła tego występu. Ja bardzo chciałam i Krysia też, bo to jest jeden z najpiękniejszych tak zwanych babskich utworów w polskiej muzyce rozrywkowej. Proszę mi pokazać inny duet, który poruszałby temat kobiecej rywalizacji. Przecież tak często bywa w życiu, że kobiety dogadują się na temat wspólnego, byłego partnera i zostają najlepszymi przyjaciółkami. Teraz nie ma takich piosenek. Ja się dziwię, że młode artystki nie wzięły sobie jeszcze na warsztat tej piosenki.

A widzi pani jakiś duet młodych artystek, które mogłyby sobie z tym poradzić?

Kiedyś proponowałam Kasi Cerekwickiej, żeby wzięła ten numer na warsztat. Wówczas powiedziała mi, że nie bierze się za to, bo nikt tego lepiej nie zrobi od nas. To było bardzo miłe z jej strony, ale może kiedyś się zdecyduje.

Reklama

Wspomniała pani o tym, że od 30 lat zajmuj się twórczością familijną, śpiewa piosenki i nagrywa płyty dla dzieci. Czy miała pani kiedyś takie poczucie, że gdyby wybrała twórczość dla dorosłych, ta kariera byłaby inna?

Nie, ponieważ mam świadomość, że już by mnie nie było. Nie miałabym raczej zbyt wielu propozycji. Dla dorosłych śpiewa bardzo dużo osób, wciąż pojawiają się nowi artyści, kolejni z rynku znikają. Natomiast fakt, iż ja uprawiałam tę familijną działkę, sprawiło to, że jestem wyjątkowa, jedyna w swoim rodzaju i dzięki temu cały czas mam co robić. Mam ręce pełne pracy i to jest ten plus. Pewnie minusy są takie, że nie występuję na wielkich festiwalach i nie jestem zapraszana do poważnych programów, do których zapraszani są wszyscy inni. Nieprawdą jest też to, że ja śpiewam tylko dla dzieci, bo na moich koncertach są również dorośli. Moje piosenki nie są infantylne, są bardzo mądre i może dlatego ciągle sprzedaję swoje płyty, moje piosenki są w podręcznikach szkolnych do lekcji muzyki, są festiwale moich piosenek i funkcjonują 3 przedszkola mojego imienia w Polsce. Ja naprawdę mam poczucie, że na tych piosenkach wychowało się już kilka pokoleń.