Karolina Korwin-Piotrowska, na łamach "Wprost" nie szczędziła aktorce złośliwości:

Reklama

Mijający tydzień należał do Anny Muchy. Celebrytka udzieliła wywiadu bez sensu do magazynu pt. „Sens”. Oskarżana o to, że od lat robi tzw. ustawki z mediami, reklamując jednocześnie różne produkty: od samochodów przez pieluchy po wózki dziecięce, powiedziała: „Ustawka w moim rozumieniu to jest świadome wydzwanianie do kogoś i mówienie, że tu i tu, o tej i o tej godzinie będę, proszę, zrób mi zdjęcie. Nigdy w życiu ani ja, ani moi ludzie tego nie zrobili. Ustawka to nie jest wyjście z domu”. Cytat ten wzbudził masę komentarzy na facebookowych profilach dziennikarzy z prasy people, którzy z Muchą współpracowali i sprawę znają od podszewki. Ciekawa i wesoła lektura, szkoda, że nie do zacytowania. Dla mnie jednak ciekawszy był inny fragment rozmowy, w którym Mucha stwierdza, że ma zaklejone szyby w oknach, żeby paparazzi nie zrobili jej zdjęcia w domu. Czyli żyje po ciemku albo w blasku swego gwiazdorstwa. Ciśnie się pytanie – czym te okna zakleja? Dyktą czy blachą? A może gazetą? Pieluchą?

Czytaj także: Zdaniem Korwin-Piotrowskiej, Mucha zarabia na macierzyństwie? "To jest daleko posunięta desperacja" >>>

Dziennikarka naśmiewa się także z ostatniej plotki, mówiącej, iż Anna Mucha obraziła się na wydawnictwo, które zaproponowało jej za napisanie książki "zaledwie" 100 tys. złotych:

Okazuje się, że o statusie celebrytki w Polsce nie decyduje już samochód w prezencie, mieszkanie w modnej dzielnicy w prezencie (z wysokością czynszu do uzgodnienia) ani nawet ciuchy Valentino w prezencie, ale to, czy ktoś zakleja szyby w oknach, żeby plebs nie zobaczył, jak żyje. Rozumiem, że zapowiadany debiut książkowy celebrytki za okrągłe 100 tys. zaliczki będzie o tym. O zaklejaniu okien. Z instrukcją, jak to zrobić, by poczuć się jak ona. Poczytam.

Czytaj także: Mucha ostro odpowiada dziennikarce: Wara od mojego macierzyństwa!