Anna Przybylska walkę z nowotworem przegrała 5 listopada. Jednak portal pudelek.pl, już 16 lipca opublikował informację o śmierci aktorki. Jak podaje "Gazeta Wyborcza" gwiazda postanowiła wytoczyć mu proces, żądając 300 tys. złotych zadośćuczynienia. Jak wspomina menagerka aktorki, wyścig niektórych mediów o to, kto pierwszy opublikuje newsa o jej śmierci, był trudny do zniesienia dla jej przyjaciół i rodziny.

Reklama

Regularnie byliśmy zasypywani pytaniami od niektórych mediów, czy Ania jeszcze żyje. To była atmosfera chorego wyścigu. Ktoś rozpowszechniał informacje o jej śmierci, cierpliwie jednak odpowiadałam, że żyje i walczy - wspomina Małgorzata Rudowska w rozmowie z "Gazetą Wyborczą".

Kiedy Pudelek 16 lipca poinformował, że aktorka właśnie zmarła na raka, ona sama, jak i jej bliscy byli w szoku.

Opublikowali to, niczego nie sprawdzając! Dopiero potem zadzwonili do mnie z przeprosinami, że doszło do "tragicznej pomyłki". To, co im odpowiedziałam, nie nadaje się do zacytowania. Chcieli być pierwsi za wszelką cenę - mówi Rudowska.

Dla Przybylskiej, która o początku swojej choroby, przede wszystkim starała się chronić rodzinę, była to rzecz nie do przyjęcia. Aktorka postanowiła więc wytoczyć portalowi proces. Sprawą zajęła się kancelaria Romana Giertycha. Pozew został napisany 1 sierpnia, jednak Pudelek odpowiedział na niego dopiero po śmierci aktorki:

Nie może być mowy o jakimkolwiek naruszeniu dóbr osobistych osoby publicznej na skutek publikacji o jej śmierci spowodowanej określoną chorobą. Nie może być też mowy o naruszeniu prywatności, albowiem tego typu informacje należą do sfery publicznej - napisał m.in. radca prawny Łukasz Rdzeń, pełnomocnik Pudelek.pl. Portal tłumaczy się także, że wiadomość została opublikowana przez błąd w systemie, a fakt iż została szybko usunięta, a aktorce wysłano przeprosiny, ma w ich przekonaniu zamykać sprawę.

Innego zdania jest jednak Roman Giertych, który nazywa odpowiedź portalu "bezczelną i nieludzką" i podkreśla, iż została ona napisana w dniu śmierci aktorki, do jej pełnomocników dotarła zaś w dniu pogrzebu.

Śmierć Anny Przybylskiej nie zamyka całej sprawy, bowiem wojnę z plotkarskim portalem będzie kontynuowała jej rodzina.