Skandal wybuchł w lutym 2013 roku, kiedy to w polskich mediach pojawiła się informacja, iż Monika Głodek, wówczas jeszcze narzeczona Roberta Janowskiego została zatrzymana przez amerykańską policję za próbę kradzieży ubrań z jednego z butików w Miami.

Robert Janowski wydał wówczas specjalne oświadczenie w którym oznajmił, iż z uwagi na dobro swoich córek, zrywa kontakty z Moniką. Wkrótce jednak okazało się, że było to zagranie pod publikę, bowiem para wciąż była razem, a kilka miesięcy później, wzięli ślub.

W najnowszym numerze magazynu "Wprost", postanowili opowiedzieć o tym, jak ich zdaniem, zostali skrzywdzeni przez polskie tabloidy. Zapytana przez dziennikarkę, czy posiada dokument, będący dowodem jej niewinności, Monika Głodek odparła:

Proszę pani, niewinności się nie udowadnia! Można próbować udowodnić winę, a my winne nie jesteśmy.

Janowski zapewnił także, że o zatrzymaniu ukochanej nie dowiedział się z mediów, tak jak pisały o tym tabloidy, ale od samej Moniki:

To kłamstwo, takie jak 99 proc. innych rewelacji publikowanych na tych łamach. O zatrzymaniu mojej żony w sklepie dowiedziałem się od niej tego samego dnia, w którym doszło do zatrzymania. Wtedy myślałem tylko o tym, jak traumatycznego przeżycia doświadcza Monika.

Prezenter twierdzi także, iż od samego początku był przekonany, że jego partnerka jest niewinna:

Wierzyłem nie w "wersję żony", tylko w prawdę. Byłem pewny, że nie popełniła żadnego czynu niezgodnego z prawem.

Janowski został także zapytany, po co w takim razie wydał oficjalne oświadczenie, w którym odciął się od Moniki Głodek:

Nigdy nie próbowałem się odciąć od sprawy, ani tym bardziej od mojej żony. To nie był żaden chwyt. Faktycznie rozstaliśmy się na jakiś czas. Ale tylko dlatego, że byliśmy w tym czasie w trakcie sprawy sądowej o zmianę miejsca zamieszkania moich córek. To był też dla nich bardzo trudny czas. Mieliśmy nadzieję, że trochę uciszymy plotkarzy i oszczędzimy cierpienia dziewczynkom. - powiedział prezenter na łamach "Wprost".