Na swoim blogu kingarusinblog.pl, popularna prezenterka narzeka na to, w jak dramatycznym stanie są centra największych polskich miast, w tym w jej rodzinnej Warszawie:

Reklama

Brudno, hałas, drogo, bezsensowna organizacja przestrzeni, brak jakichkolwiek sensownych działań, które miałyby zachęcać do zaludniania i ożywiania tych centrów. I wiem co mówię, bo mieszkam w samym środku Warszawy, przy okazałym miejskim placu, który kiedyś miał być początkiem a’la paryskiego „bulwaru Haussmana”, a dziś jest wielkim parkingiem! Gdzie, jak nie na warszawskim placu Konstytucji powinno się toczyć miejskie życie?

Rusin uważa, że kulturalno-rozrywkowym centrum Warszawy powinien stać się właśnie plac Konstytucji:

Mamy tylu kreatywnych ludzi, którzy na pewno stworzyliby tu przestrzeń miejską atrakcyjną i dla mieszkańców, i dla wciąż nielicznych turystów, którzy w Warszawie nie mają co robić, bo przecież nie przyciągną ich tu zabytki… A tak jest brud, syf i odzież na wagę. Nie mam nic przeciwko ubraniowemu recyklingowi, ale wzdłuż głównej warszawskiej ulicy powinno być miejsce ma coś bardziej reprezentacyjnego. Warszawiacy nie chodzą na spacery na Starówkę, bo trąci sztucznością, ale wyobrażam sobie, że Marszałkowska, z placem Konstytucji, mogłyby się stać sercem Warszawy, bulwarem na miarę przestrzeni miejskiej XXI wieku.

Na koniec Kinga apeluje do Hanny Gronkiewicz-Waltz:

Mój apel do Hanny Gronkiewicz – Waltz, jeszcze cały czas prezydent Warszawy: Pani Prezydent, proszę się zastanowić, czy w ramach Krajowej Polityki Miejskiej nie zrobić konsultacji z tymi, którzy polityką miejską zajmują się od lat z własnej, a nie odgórnej inicjatywy i robią to bardzo skutecznie. Nie dajmy zarobić miejskim planistom nie wiadomo skąd, tylko stwórzmy miasto przyjazne wszystkim mieszkańcom, takie, z którego nie chce się uciekać ani po pracy, ani na weekend. Takie, gdzie ścieżki rowerowe nie kończą się w połowie ruchliwych ulic, gdzie spokojnie i bezpiecznie można spacerować nie tylko po Trakcie Królewskim, gdzie główna ulica nie wygląda tak, jakby wszystkich najemców lokali usługowych dotknęła dżuma, gdzie nie straszy brud i smród.