Piotr Kukulski w wywiadach podkreślał, że lubi wystawne życie i pielęgnuje w sobie uwielbienie do pieniądza, które za sprawą swojej "muzyki", chciałby wpoić wszystkim Polakom. I choć syn Jarosława Kukulskiego świetnie radzi sobie z wydawaniem majątku ojca, to rozsądne zarządzanie pieniędzmi najwyraźniej nie jest jego najmocniejszą stroną.

Reklama

Jak podaje "Fakt", Pikej popadł właśnie w tarapaty finansowe, za sprawą odziedziczonej po ojcu willi. Kukulski zapewniał w mediach, że dawno temu sprzedał dom. Tymczasem tabloid dowiedział się, że budynek został wynajęty agencji towarzyskiej:

Piotr chciał za dom 1,5 miliona złotych. I w ramach zaliczki od ludzi, którzy zrobili tam agencję towarzyską, dostał połowę tej kwoty. Umowa była skonstruowana tak, że dopóki nie dostanie całości z tej kwoty, to on będzie właścicielem – mówi informator "Faktu".

Problem pojawił się wówczas, gdy informacja o tym, iż w byłym domu Jarosława Kukulskiego urzędują prostytutki, trafiła do mediów:

Klienci przestali tam przychodzić, a i panie nie chciały już tam pracować, bojąc się bycia w centrum zainteresowania – dodaje źródło tabloidu.

Kukulski był więc zmuszony oddać agencji zaliczkę w wysokości 700 tys. zł. Jednak jak twierdzi "Fakt", Piotr zdążył już wydać te pieniądze, dlatego z pomocą musiała mu przyjść mama, Monika Borys. Była piosenkarka zadurzyła się ponoć, by wesprzeć syna finansowo. Obecnie dom po Jarosławie Kukulskim jest ponownie wystawiony na sprzedaż. Willa z 7 sypialniami kosztuje półtora miliona złotych.