Dramat Andżeliki rozgrywa się na oczach całej Polski. Dziewczynka na początku września trafiła do domu dziecka, po tym, jak nasłana przez Annę Samusionek policja, aresztowała ojca dziewczynki, Krzysztofa Zubera. Aktorka tłumaczyła później, iż musiała podjąć tak radykalny krok, ponieważ były mąż przez trzy miesiące ukrywał przed nią córkę.

Reklama

Andżelika trafiła do domu dziecka, ponieważ ojciec miał sądowy zakaz kontaktów z córką, sama dziewczynka zaś nie chciała wracać od domu matki. 10-latka od początku pisała listy do osób, które mogłyby pomóc jej wrócić do taty. Najpierw był to Rzecznik Praw Dziecka, później zaś sama para prezydencka. W swoim liście skierowanym do Bronisława Komorowskiego i jego małżonki Anny, pisała:

Szanowny Panie Prezydencie i Pani Prezydent. (...) Błagam i proszę, aby Państwo mi pomogli być z tatusiem i błagam o pomoc w walce o moje prawa dziecka, ponieważ je mam

Sytuacja dziewczynki poruszyła Annę Komorowską. Małżonka prezydenta w niedzielę osobiście wykonała telefon do Andżeliki, o czym poinformował "Fakt" ojciec dziecka:

Angelika w rozmowie z panią prezydentową zaznaczyła, że niezrozumiałe dla niej jest, że w państwie prawa dzieje się takie bezprawie. Te słowa świadczą o jej ogromnej dojrzałości – relacjonuje Krzysztof Zuber.

Reklama

Czy Anna Komorowska zdoła pomóc dziewczynce, której rodzice zgotowali emocjonalny horror na oczach całej Polski?