Dorota Wellman jest zaprzeczeniem tego, co rozumiemy pod pojęciem celebryta. Dziennikarka nie lansuje się na salonach, pojawia się w mediach wyłącznie przy okazji swojej pracy i w przeciwieństwie do wielu polskich gwiazd i gwiazdeczek, ma coś ciekawego do powiedzenia. 

Z okazji publikacji swojej najnowszej książki "Kalendarzyk przedmałżeński", którą napisała wraz z Pauliną Młynarską, Wellman udzieliła wywiadu magazynowi "Gala". Dziennikarka w ostrych słowach krytykuje sposób, w jaki lansują się polskie celebrytki:

Dla premiery jakiegoś kremu wkładają wyrafinowane suknie, godzinami się czeszą i malują. Są wiecznie młode i supersexy. Jeszcze tylko te usta w dziubek (zwane karpikiem lub glonojadem, bo za bardzo nadmuchane przez chirurgów plastycznych), dekolt po pas i już mamy sexy babcie. Makabra! Zastanawiam się, czy dla darmowego słoiczka kremu warto robić z siebie idiotkę.

Dziennikarka nie jest także zwolenniczką mody na botoks, która zapanowała w polskim show biznesie. Jej zdaniem bowiem, gwiazdy które korzystają z dobrodziejstw chirurgii plastycznej, wyglądają tak samo śmiesznie:

Nie podoba mi się tylko to, że wszystkie kobiety mają jednego lekarza, który botoksuje je podobnie. Negatywnie odbija się również to, że kobiety nie zatrzymują się na pewnym etapie, kiedy botoksowanie jeszcze poprawia urodę. Ona przekraczają barierę, po przejściu której wyglądają jak glonojad przesuwający się po ścianie akwarium, z dużymi ustami i wielkimi polikami - podsumowała ostro Dorota Wellman.

Zgadzacie się z opinią dziennikarki?