Małgorzata Leitner kilku lat z powodzeniem zajmuje się karierą Joanny Krupy w Polsce. Od stycznia miała objąć także wziąć pod swoje skrzydła Dodę. To za jej sprawą piosenkarka spędziła Nowy Rok w Los Angeles, ostro wzięła się do nauki języka angielskiego i ponownie zaczęła myśleć o zagranicznej karierze. Niestety, zanim współpraca obu pań zdążyła się rozwinąć, została zakończona. O rozstaniu z menadżerką Doda poinformowała w specjalnym oświadczeniu przesłanym do mediów: 

W związku z przykrą wiadomością, którą otrzymaliśmy w lutym, o problemach zdrowotnych Pani Małgorzaty Leitner oraz przedłużającym się przez to na czas nieokreślony jej pobytem w Stanach Zjednoczonych jesteśmy niestety zmuszeni zakończyć na ten moment naszą współpracę.

Decyzję uzasadniamy strategią, jaką Doda wyznaczyła na ten rok. Artystka nie może niestety pozwolić sobie na ograniczony kontakt z menadżerem oraz niewystarczający nadzór nad swoimi interesami, które są obecnie, podczas nagrywania solowej płyty Dody, sprawą priorytetową. Określone przez Dodę cele wymagają maksymalnego zaangażowania ze strony managementu oraz dyspozycyjności osoby pełniącej funkcję menadżera. Decyzja została podjęta przez obie strony.

Wraz z zespołem życzymy Pani Leitner szybkiego powrotu do zdrowia i kraju.

Jak sądzicie, czy to faktyczna przyczyna rozstania, czy też Doda po raz kolejny nie mogła znieść faktu, że jej menadżerka dzieli swój czas na dwie gwiazdy, zamiast zupełnie poświęcać się jej sprawom?